<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583</id><updated>2011-10-01T17:56:51.330+02:00</updated><category term='media'/><category term='komuna mentalna'/><category term='muzyka'/><category term='metablog'/><category term='jazz'/><category term='kwiatki dziennikarskie'/><category term='katastrofa smoleńska'/><category term='rock&apos;n&apos;roll'/><category term='Kult'/><category term='Mistrzostwa Świata'/><category term='Kazik'/><category term='z kronik buractwa polskiego'/><category term='recenzje'/><category term='piłka nożna'/><category term='film'/><category term='internety'/><category term='prywatnie'/><category term='pzpn'/><category term='Rosja'/><title type='text'>Depesza Zimmermana</title><subtitle type='html'>czytam, słucham, oglądam, gram - piszę</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>28</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-398930453584821643</id><published>2011-01-20T23:06:00.000+01:00</published><updated>2011-01-20T23:06:27.977+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Granica, za którą już nie ma kibica</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;Na tle morderstwa, do jakiego doszło w poniedziałek na Kurdwanowie, można byłoby wytłumaczyć dużej części opinii publicznej kilka oczywistych, zdawałoby się, spraw. To będzie niemożliwe, dopóki media będą w kontekście takich zdarzeń mówić i pisać np. o „porachunkach kibiców”&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;"&gt;Ta egzekucja, jak i kilka innych tragedii kojarzonych powszechnie z tłem „szalikowym”, uświadamia jedną rzecz tyleż prostą, co zasadniczą: nie ma niczego takiego jak bandytyzm stadionowy. Istnieje po prostu mniej albo bardziej zorganizowana przestępczość. Stadion może być dla niej terenem działania o tyle tylko lepszym niż inne, o ile władze klubów piłkarskich przymykają na to oko. Nie istnieją zatem żadne „porachunki kibiców” – kibice ani się nie tłuką, ani nie tną bagnetami, ani nie szlachtują maczetami. Są tylko bandyci, którzy decydują, że założą szalik biały a nie czarny; że pójdą uprawiać bandyckie rzemiosło na stadion, a nie w miasto. To ich nie czyni kibicami. Wyrywanie foteli w filharmonii nie czyni z bandziora melomana. Okradanie ludzi w kościele nie czyni z bandziora rzymskiego katolika.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;"&gt;Nie jest żadną sensacją, że przestępcy stadionowi albo są werbowani przez grubsze ryby świata przestępczego (czy też: lokalnych światków przestępczych), albo w pewnym momencie sami stają się grubszymi rybami.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;  &lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-bidi-language: AR-SA; mso-fareast-font-family: Calibri; mso-fareast-language: EN-US;"&gt;Ale po co nazywać tych ludzi „kibicami”, ich liderów – „szefami kibiców”, a ich dintojry – „porachunkami kibiców”? Co dziennikarzom zrobiła piłka nożna, że ją do tego mieszają? Akurat oni już dawno powinni dostrzec, że piłka nożna nie ma z tym nic wspólnego. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-398930453584821643?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/398930453584821643/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2011/01/granica-za-ktora-juz-nie-ma-kibica.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/398930453584821643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/398930453584821643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2011/01/granica-za-ktora-juz-nie-ma-kibica.html' title='Granica, za którą już nie ma kibica'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-5157851023657088305</id><published>2011-01-19T11:18:00.000+01:00</published><updated>2011-01-19T11:18:17.638+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='katastrofa smoleńska'/><title type='text'>Ich Komsomolec, nasz tupolew - czyli masa krytyczna</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Lot tupolewa do Smoleńska i próba przyjęcia tam tego samolotu to było czołowe zderzenie bajzlu polskiego z bardakiem rosyjskim (parafrazuję – świetnych swoją drogą – &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/61991,594148-Balagan-kontra-bardak.html"&gt;Majewskiego i Reszkę&lt;/a&gt;). Tu-154 się rozbił, ponieważ masa krytyczna ogólnego bałaganu została przekroczona. Raport MAK i aneks doń komisji Millera pokazują nam to wyraźnie&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;"&gt;Strona polska i rosyjska reagują na bałagan na własnym podwórku przewidywalnie. „Nasz raport będzie jeszcze bardziej bolesny niż raport MAK… Musimy wyciągnąć wnioski… Nie uciekamy od odpowiedzialności…” – punktują się polskie władze, jakby chciały się wykazać niezbędnym minimum mądrości po szkodzie. Żeby zaczęła się publiczna dyskusja o 36. pułku, żeby ktoś wykonał pierwszy krok po rozum do głowy, musiały się rozbić (w bardzo podobny sposób) dwa wojskowe samoloty. Mimo to wiemy, że to wciąż co najmniej o jedną tragedię za mało, żeby zdymisjonować ministra obrony.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://coto2.files.wordpress.com/2010/04/plane-crash-in-smolensk-r-001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="192" src="http://coto2.files.wordpress.com/2010/04/plane-crash-in-smolensk-r-001.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;"&gt;Na Wschodzie też bez zmian. Rosjanie zamiatają pod dywan wszystko to, co – jak sądzą – może zaszkodzić opinii o ich państwie jako mocarstwie. Mieszkają w kraju, który z dziada pradziada nauczył ich obsesji tajności i strachu przed jawnością. Można więc sobie pozwolić na to, by na lotnisku był popsuty radar – ale kiedy wyniknie z tego katastrofa, nie można dopuścić, by ktokolwiek z zewnątrz się o tym dowiedział.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;"&gt;Administrowanie codziennym, swojskim bałaganem daje iluzję kontroli nad nim. Ale ta iluzja nie przewiduje sytuacji kryzysowej, choćby i była ona wywołana czynnikami niezależnymi i obiektywnymi (pogoda). A jeśli się kryzysu nie przewiduje, to się nie wie do czego ręce włożyć, kiedy on przychodzi. To dotyczy zarówno rosyjskich kontrolerów i ich zwierzchników, jak i polskich pilotów i ich zwierzchników. W sytuacji kryzysowej to, co było na co dzień elementem swojskiego bałaganu – takim jak oświetlenie lotniska bez żarówek czy przełożony, który ma zwyczaj siadać za plecami – zaczyna pracować na katastrofę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt;"&gt;Miewam gorzką satysfakcję, kiedy coś z czymś kojarzę, do czegoś odsyłam, szukam analogii – a potem się okazuje, że to było skojarzenie trafne. Ze dwa miesiące po katastrofie smoleńskiej wziąłem do rąk &lt;a href="http://www.czarne.com.pl/?a=902"&gt;„W rajskiej dolinie wśród zielska”&lt;/a&gt; Hugo-Badera i trafiłem tam na opowieść o „Komsomolcu” – niezatapialnym sowieckim okręcie podwodnym, który &lt;a href="http://www.ops.mil.pl/op/wspolczesne_op/?aid=62"&gt;zatonął&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.czarne.com.pl/img/covers/main/w%20rajskiej%20dolinie.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.czarne.com.pl/img/covers/main/w%20rajskiej%20dolinie.JPG" /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- No to dlaczego zatonęli? - pytam konstruktora.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Normalnie. Przez to ruskie rozgildziajstwo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Co takiego?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- To taki rosyjski stan ducha, który jest mieszaniną niechlujstwa, obojętności, lenistwa i głupoty. Straszne rzeczy mogą się dziać, kiedy w jakimś miejscu przekroczony zostanie poziom krytyczny tego stanu. Przez to giną ludzie, okręty podwodne, spadają samoloty, płoną kopalnie, wybuchają elektrownie atomowe... Wszystkie kraksy, katastrofy i awarie w ZSRR i w Rosji były przez rozgildziajstwo. Uwierzy pan, że jeden z bosmanów nie był nawet marynarzem? Brakowało elektryka, to jakiegoś poczciwinę z artylerii przeciwlotniczej zrobili bosmanem i tyle. Załoga nie miała oficerów, to wzięli dwunastu chłopaków zaraz po szkole. Do tego prawie połowa marynarzy nie umiała pływać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;W nowoczesnym okręcie podwodnym w każdym przedziale jest analizator gazu, który reguluje ilość podawanego tlenu. Nie może go być za mało, bo ludzie będą się dusić, ani za dużo, bo to grozi pożarem z byle powodu. Na „Komsomolcu" analizator w ostatnim, siódmym przedziale działał wadliwie, więc go odłączyli i tak wyszli w morze. Oficerowie kazali marynarzom sprawdzać zawartość tlenu ręcznym aparatem. Mieli to robić co godzina, ale robili co cztery, a potem w ogóle przestali. Na koniec specjalnie zepsuli urządzenie, żeby się nikt nie czepiał, ale nikomu nie chciało się ich sprawdzać, bo to ostatni przedział na rufie - 60 metrów za stanowiskiem dowodzenia. Ktoś też rozlał tam olej i nie posprzątał po sobie, tlenu było dwa razy za dużo - nastąpił samozapłon... Resztę znamy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Dlaczego dowództwo okrętu przez tyle godzin nie wzywało pomocy? - pytam inżyniera Romanowa, który po rekonwalescencji dołączył do komisji badającej przyczyny katastrofy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;- Dla radzieckiego człowieka przyznanie się do awarii było gorsze od samej awarii, bo wiedział, że na niego będą chcieli zwalić winę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="line-height: normal; margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;  &lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-bidi-language: AR-SA; mso-bidi-theme-font: minor-bidi; mso-fareast-font-family: Calibri; mso-fareast-language: EN-US; mso-fareast-theme-font: minor-latin;"&gt;Procedura mówi: jak wykonać czynność, żeby się udała. Temu, kto w swojskim bałaganie działa obok procedury albo wbrew niej, czynność czasem może się udać – ale kiedy spotykają się dwa bałagany, raczej się nie udaje. Kiedy bałagan osiąga masę krytyczną, przestaje istnieć pojęcie „odejścia na drugi krąg”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-5157851023657088305?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/5157851023657088305/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2011/01/ich-komsomolec-nasz-tupolew-czyli-masa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5157851023657088305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5157851023657088305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2011/01/ich-komsomolec-nasz-tupolew-czyli-masa.html' title='Ich Komsomolec, nasz tupolew - czyli masa krytyczna'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-6340132373857013213</id><published>2011-01-04T09:32:00.001+01:00</published><updated>2011-01-04T16:17:53.048+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internety'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Reklama kontekstowa</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Z cyklu: „Google’s stuff, not mine”&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Znajdź detal łączący oba obrazki:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/TSLahMowKkI/AAAAAAAAABs/dS_GiohPg_0/s1600/cumberland.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="151" src="http://2.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/TSLahMowKkI/AAAAAAAAABs/dS_GiohPg_0/s320/cumberland.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/TSLaoQCKPdI/AAAAAAAAABw/PFMlcggrop8/s1600/birkenau.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="251" src="http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/TSLaoQCKPdI/AAAAAAAAABw/PFMlcggrop8/s320/birkenau.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-6340132373857013213?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/6340132373857013213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2011/01/reklama-kontekstowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/6340132373857013213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/6340132373857013213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2011/01/reklama-kontekstowa.html' title='Reklama kontekstowa'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/TSLahMowKkI/AAAAAAAAABs/dS_GiohPg_0/s72-c/cumberland.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-8711341626400344701</id><published>2010-11-21T21:36:00.000+01:00</published><updated>2010-11-21T21:36:34.662+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prywatnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Co słychać?</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Gdyby kogoś interesowało, co się dzieje i dlaczego znowu tak wychodzi, że tu nie piszę:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;- byłem na dużym stażu w dużej firmie,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;- przez dwa miesiące przewertowałem jakieś 800 wydań gazet codziennych w poszukiwaniu materiałów, a potem wertowałem te materiały w liczbie jakichś 6 tysięcy, żeby w końcu napisać pracę magisterską na 114 stron i obronić ją na 2 x 5. To oznacza, że liczba moich tytułów naukowych wzrosła o 100%, jak niegdysiejsza roczna produkcja lokomotyw w Albanii – czyli z jednego do dwóch,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;- wziąłem udział w akcji &lt;a href="http://wybory.onet.pl/samorzadowe-2010/tu-jest-polska/aktualnosci.html"&gt;„Tu jest Polska" portalu Onet.pl&lt;/a&gt;. Przez kolejne dwa tygodnie odwiedziłem siedem różnych miejscowości w południowej Polsce i napisałem z nich siedem reportaży-widokówek, a do nich &lt;a href="http://tujestpolska.blog.onet.pl/"&gt;siedem notek na bloga akcji&lt;/a&gt;. Jeśli ktoś ma ochotę czytać, komentować, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;krytykować, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;chwalić &amp;nbsp;– oczywiście zachęcam,&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;- próbuję nadrabiać zaległości związkowe i towarzyskie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;- moja ambicja zabija mnie, ambicja to mój wróg, ambicja to moja szalona religia itd., wicie rozumicie...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-8711341626400344701?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/8711341626400344701/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/11/co-sychac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8711341626400344701'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8711341626400344701'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/11/co-sychac.html' title='Co słychać?'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-2080924975440094652</id><published>2010-06-28T11:06:00.003+02:00</published><updated>2010-06-28T11:10:51.451+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><title type='text'>Sędzia, powtórka i suma szczęścia</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;b&gt;Niemcy i Argentyńczycy sami zrobili wystarczająco wiele, by nie można było im zarzucić, że to sędziowie przepchnęli ich do ćwierćfinału. Jeśli więc Özil i Müller mogą tak pięknie grać, a Tevez tak pięknie strzelać – to czemu nie możemy się tym po prostu zachwycać, tylko musimy przy okazji zatykać nosy?&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Obejrzawszy setki meczów piłkarskich zaobserwowałem taką oto prawidłowość, że &lt;b&gt;suma szczęścia zawsze wychodzi na zero. &lt;/b&gt;Drużynie, której los podarował zwycięskiego gola w 90. minucie, ten sam los ześle kiedyś w podobnych okolicznościach porażkę. Strzelili gola ze spalonego? Kiedyś po spalonym go stracą. Może dopiero za parę lat, ale co się odwlecze... Sędzia nie uznał naszym prawidłowej bramki? Nie gwizdnął dla naszych karnego? Naszym też ktoś kiedyś strzeli prawidłowego gola; przeciwnikom też się będzie należeć karny - i wtedy to naszym się upiecze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Uświadomienie sobie tej prawidłowości pozwala się godzić z porażką naszych i temperować emocje, kiedy naszym się akurat w okolicznościach irracjonalnych oberwie. Możecie sobie na ten przykład wyobrazić, jak się czuł po takim meczu kibic Bayernu?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VWelmqZkrGE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VWelmqZkrGE&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Ale też &lt;b&gt;reguła „sumy szczęścia” bywa objawem rozpaczliwej bezradności&lt;/b&gt;, kiedy wynik meczu wypacza sędzia. Bezradność piłkarza bywa totalna: może on zrobić absolutnie wszystko jak należy, a sędzia może to zbyć machnięciem ręki... Podnoszą się po wczorajszym „golu” (jakaż to ironia, że trzeba będzie o takim trafieniu pisać w cudzysłowie!) Lamparda głosy, że to „chichot historii”, że angielska „suma szczęścia” wyszła na zero po golu finałowej bramce-niewidce Hursta sprzed prawie pół wieku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Buntuję się przeciw temu nie tylko dlatego, że od Anglików (jakkolwiek nie grających w ostatnich dekadach porywającego futbolu) los już przez lata żądał spłaty odsetek od uznania gola Hursta. Wystarczy tu wspomnieć „rękę Boga” (1986) czy dziwaczne decyzje sędziowskie z meczów z Argentyną i Portugalią (1998 i 2004, w obu przypadkach nieuznane bramki).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Tyle że wcale nie chodzi ani o krzywdę Anglii, ani o krzywdę Meksyku – choć dziś mówimy o nich właśnie. W najogólniejszym sensie chodzi o to, że &lt;b&gt;dopóki sędziowie nie będą mogli korzystać z powtórek, żadna drużyna nie może się czuć bezpiecznie &lt;/b&gt;– każda może przez 89 minut pracować, a w 90. minucie zostać z owoców własnej pracy orżnięta. Jak znam retorykę działaczy FIFA, pewnie nazwaliby ten stan równością szans.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Należy więc sędziom ten dostęp zapewnić. Argumenty przeciw temu postulatowi są bałamutne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Pierwszy: że analiza replay’ów w spornych sytuacjach rozwlecze grę. Nikt nie potrafi przekonująco wytłumaczyć, dlaczego miałoby ją to rozwlekać bardziej niż dzisiejsze kilkuminutowe awantury z udziałem wianuszka piłkarzy obu drużyn, wrzeszczących na sędziego głównego, kiedy ten konsultuje decyzję z liniowym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Drugi: że gra w piłkę nożna powinna wyglądać tak samo we wszystkich rozgrywkach. Tak jakby od lat nie było tak, że na podwórku robi się słupki z plecaków, a szatnie i nawierzchnie boisk w okręgówkach są gorsze niż w ekstraklasach. Futbol – czy też raczej: jego nadbudowa – nie wygląda tak samo na poziomie mistrzowskim, profesjonalnym i amatorskim. Nie wiem, dlaczego dostęp sędziów do powtórek ma być traktowany inaczej niż jak elektroniczne tablice pokazujące zmiany czy doliczone minuty gry.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Trzeci: że wpuszczenie do futbolu takiej technologii zabije „ducha gry”. To bzdura ze wszystkich trzech największa. Tak jakby obracanie przez sędziego wniwecz heroicznego czasem wysiłku piłkarzy nie zabijało „ducha gry”. Zadaniem technologii nie jest zastępować sędziego – tylko pomagać mu w podjęciu właściwej decyzji. W przypadkach takich jak w meczu Argentyna-Meksyk okazuje się na dodatek, że ta technologia po prostu już wszędzie jest! Mają do niej bieżący dostęp kibice na trybunach i przed telewizorami, dziennikarze, nawet ławki rezerwowych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Wszyscy, tylko nie sędzia. Mamy więc do czynienia z sytuacją horrendalną: to człowiek, który jednoosobowo i nieodwołalnie wydaje o czymś werdykt, ma o tym czymś jednocześnie najmniejsze pojęcie. Nie chcę zdejmować z sędziów odpowiedzialności za błędy w sztuce – ale kiedy utrudniamy uczciwym podejmowanie właściwych decyzji, rozgrzeszamy jednocześnie tych, którzy wypaczają wyniki meczów celowo, świadomie i dla korzyści.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Nie wiemy, co teraz zrobi FIFA. Albo raczej: wiemy aż za dobrze. Dlatego na koniec - coś z zupełnie innej beczki (z pozoru):&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/srwEFsoKBm8&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/srwEFsoKBm8&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;[Wiadomo, że chodzi w tym youtubie tylko o audio - za to zwracam uwagę, że na oryginalnej stronie można sobie jeszcze dla podkręcenia nastroju nacisnąć ikonkę-wuwuzelkę]&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-2080924975440094652?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/2080924975440094652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/sedzia-powtorka-i-suma-szczescia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2080924975440094652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2080924975440094652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/sedzia-powtorka-i-suma-szczescia.html' title='Sędzia, powtórka i suma szczęścia'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-5885088396613013569</id><published>2010-06-26T10:40:00.002+02:00</published><updated>2010-06-26T10:41:33.369+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><title type='text'>W Afryce bez zmian</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;To pierwszy mundial w Afryce, a w 1/8 finału zobaczymy tylko jedną drużynę z tego kontynentu. Co sprawia, że afrykańskie reprezentacje chcą, ale nadal nie mogą?&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Oczekiwania wobec kolejnych zespołów z tego kontynentu rozdyma się co cztery lata ponad miarę. Tymczasem odkąd Afryka ma na mundialu co najmniej pięć miejsc (1998), w ćwierćfinale reprezentowana była tylko raz, przez Senegal. Dziś do fazy pucharowej przebiła się tylko Ghana. Tak jak zresztą na ostatnim mundialu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Niby coraz więcej piłkarzy z Afryki gra w Europie, odgrywając w swoich drużynach role znaczące (w największym chyba stopniu dotyczy to WKS). Na różnych pozycjach. Może się wydawać, że wystarczy tych facetów skrzyknąć i posłać na boisko... Tymczasem przebieg tych mistrzostw dla Afryki potwierdza niestety kilka innych, zgoła negatywnych stereotypów dotyczących afrykańskich piłkarzy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;strong&gt;Obserwacja pierwsza&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt; – są chimeryczni, niekonsekwentni. Zachwycają techniką, szybkością i inicjatywą, by po chwili w niewytłumaczalny sposób oddawać pole. Można to zobaczyć zarówno w pojedynczym meczu (ot, choćby Nigeria-Grecja sprzed paru dni), jak i całych rozgrywek. 12 lat temu Nigeria wyszła z grupy na paluszkach – myślał ktoś, że w 1/8 finału polegnie w taki sposób z Danią?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/aQCuplnQPPU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/aQCuplnQPPU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Obserwacja druga&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt; mistrzostwo w marnowaniu własnego wysiłku. Ci zawodnicy potrafią zmarnować sytuacje bramkowe z lekceważeniem proporcjonalnym do łatwości, z jaką je wcześniej stworzyli. Nie trzymają nerwów na wodzy – nawet tam i wtedy, gdzie i kiedy nie ma powodów do zdenerwowania… Mecz Kamerunu z Danią oglądało się miło, ale nie przesadzałbym z zachwytami – to jednak Dania potrafiła zamienić dwie okazje na dwa gole, a liczbą okazji spapranych przez Eto’o i kolegów można by obdzielić kilka spotkań.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;Obserwacja trzecia&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;: jakie piękne katastrofy! Ogląda się mecze afrykańskich drużyn z dużą przyjemnością, a jednocześnie z pewnością, że nic dobrego z tego nie wyniknie, że to tylko para w wuwuzele… pardon, w gwizdek. Kiedy wszystko idzie dobrze, niewiele z tego wynika. Kiedy idzie źle… no właśnie, i tu &lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;obserwacja czwarta&lt;/b&gt;: afrykańscy piłkarze rozklejają się w obliczu niesprzyjających okoliczności. Pękają.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Te obserwacje oczywiście nie dotyczą Ghany – bo awansowała – i Algierii – bo była z każdego punktu widzenia zbyt słaba, by awansować. Mówię o drużynach, których reprezentanta ma lub chce mieć u siebie niemal każdy liczący się klub w Europie. Ci piłkarze muszą szukać prawdziwych sukcesów właśnie tam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-5885088396613013569?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/5885088396613013569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/w-afryce-bez-zmian.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5885088396613013569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5885088396613013569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/w-afryce-bez-zmian.html' title='W Afryce bez zmian'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-5941309791047592217</id><published>2010-06-23T19:02:00.002+02:00</published><updated>2010-06-23T22:48:05.880+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><title type='text'>USA - sprawiedliwość równo z syreną</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;W 91. minucie Donovan wepchnął piłkę do bramki i sprawiedliwości stało się zadość. Gdyby Amerykanie nie awansowali do 1/8 finału, byłoby to jedno z największych paskudztw tego turnieju&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;W meczu ze Słowenią nie uznano Amerykanom prawidłowo zdobytej bramki – najpewniej byłby to gol zwycięski. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;W pierwszej połowie spotkania z Algierią trafił Dempsey – również prawidłowo i również tego gola sędzia nie uznał. Gdyby nie &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;game-winner&lt;/i&gt; Donovana, amerykańscy piłkarze mieliby prawo wyrażać zza pleców Anglików i Słoweńców pretensje. Ale oni nie jęczą, tylko grają – to jest w nich najbardziej imponujące.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;To reprezentacja, która od dwóch dekad odnotowuje stały postęp. W 1990 r. (od tego czasu są na mundialu bez przerwy) przegrali wszystkie mecze w grupie. Cztery lata później, jako gospodarze, mieli sporo szczęścia, wychodząc do 1/8 finału. Zniżkę formy z 1998 r. zrekompensowali w następnych mistrzostwach ćwierćfinałem. Cztery lata temu potrafili zremisować w grupie z Włochami. Nikomu już dzisiaj nie przychodzi do głowy traktowanie reprezentacji tego kraju protekcjonalnie tylko dlatego, że nazywają tam futbol &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;soccerem.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Śmiejemy się z hollywoodzkich happy endów, z „Rocky’ego”, przewidywalnych dramatów sportowych, z Najgorszego-w-Drużynie, który w Ostatniej Sekundzie trafia w Zwolnionym Tempie do kosza. Kpimy ze Stallone’a, którego naziści kopią po buzi, sędzia gwiżdże karnego w ostatniej minucie, a on i tak obroni i jeszcze Niemcom z obozu ucieknie:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EG7WV1iRLUY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EG7WV1iRLUY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Nie wiemy, czy to z filmów amerykańscy sportowcy uczą się, że USA zawsze wygrywa. Ale skoro możemy dziś zobaczyć takie epizody jak ostatnie chwile meczu z Algierią, to jakie to ma znaczenie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Nie wiem, czy jest dziś w RPA jakaś inna drużyna, która – gdy los jej coś odbiera i na kolanach ją zostawia – potrafi zebrać się do pionu, złapać los za fraki i tak mu pociągnąć z dyńki, żeby oddał. Dlatego kibicujcie Amerykanom.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-5941309791047592217?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/5941309791047592217/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/usa-sprawiedliwosc-rowno-z-syrena.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5941309791047592217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5941309791047592217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/usa-sprawiedliwosc-rowno-z-syrena.html' title='USA - sprawiedliwość równo z syreną'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-4092917361208835537</id><published>2010-06-16T13:44:00.001+02:00</published><updated>2010-06-16T13:44:20.017+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><title type='text'>Pierwszy błysk na tle</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Mecz Brazylii z Koreą Północną na tle pierwszych pięciu dni mundialu był błyskiem. A już dziś wieczorem rusza druga kolejka meczów grupowych. Oby to oznaczało, że drużyny wreszcie zaczną grać o zwycięstwo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Też byliście w pierwszej połowie w szoku, że Koreańczyki trzymają się mocno? Też się cieszyliście, kiedy strzelili bramkę? Też mieliście wrażenie, że oglądacie inny mecz niż Szpakowski i Lubański?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Dam sobie spokój z opisywaniem dylematu, który się we mnie pojawia na myśl o kibicowaniu piłkarzom KRL-D. &lt;a href="http://www.sport.pl/sport/1,65025,8015335,MS_2010__Jak_kibicowac_Korei_Polnocnej.html"&gt;Opisał świetnie tę kwestię Rafał Stec&lt;/a&gt;. W mniejszym stopniu zgadzam się natomiast z porównaniem wczorajszego meczu do niedawnego starcia Barcelony z Interem na Camp Nou. Za to pewien jestem, że komentujący wczoraj Szpakowski z Lubańskim bredzili okrutnie (co nie jest zaskoczeniem). Drużyna Korei Północnej ani nie wyszła bowiem na boisko z nastawieniem rozpaczliwym, ani potem go nie nabrała. Po prostu wiedziała, jakie środki może Brazylii przeciwstawić – i robiła to. Do pewnego momentu zresztą bardzo dobrze jej to wychodziło.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Ale wczorajszy mecz odbiegał poziomem od tego, co na ogół można było zobaczyć w pierwszej kolejce mundialu. Większość spotkań wyglądała jak kopanina. Niektóre drużyny wydawały się bezradne, pozbawione pomysłu. Bramek padło niewiele, pasjonujący mecz (poza tym wczorajszym) jeszcze się nie przytrafił, żaden piłkarz nie błysnął. Wszyscy pilnują, żeby za bardzo nie zaszaleć, bo skoro każda drużyna może wcisnąć bramkę (Nowa Zelandia), to znaczy również, że każda może ją stracić… Pierwsze dni mundialu byłyby średnią reklamą futbolu dla kogoś, kto się nim nie interesuje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Ale też przyznajcie Państwo – pojawia się w takich warunkach niebezpieczna supozycja, że skoro grają na Mistrzostwach drużyny zgoła słabe, to mogliby tam przecież grać także i nasi Orli. Może nawet lepiej by grali niż Słowacy czy inni Antypodzi?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Otóż – Orli już tam byli. Ja chyba wolę sobie obejrzeć, jak Kaka z Robinho forsują na boisku 38 równoleżnik, niż oglądać konferencję polskiej reprezentacji z kucharzem w roli głównej. Albo czytać raport Janasa. Od Południowej Korei nasi już na mundialu oberwali – do wczoraj byłem przekonany, że Północną nawet Błaszczykowski z Lewandowskim wzięliby na widelec. Dziś już w to powątpiewam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-4092917361208835537?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/4092917361208835537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/pierwszy-bysk-na-tle.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/4092917361208835537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/4092917361208835537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/pierwszy-bysk-na-tle.html' title='Pierwszy błysk na tle'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-2945912010408037638</id><published>2010-06-14T17:21:00.002+02:00</published><updated>2010-06-17T08:36:19.831+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><title type='text'>El Amor en los Tiempos del Mundial</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;- Mamy zaproszenie na jutrzejsze popołudnie – mówi w sobotę ukochana. Jedziemy więc w miłe miejsce, do fajnych ludzi, z trzech niedzielnych meczów oglądam tylko jeden. O trudnych wyborach czasu mundialu&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;W czerwcu 1994 r. byłem z rodziną na weselu, z którego się urwałem, żeby obejrzeć mecz Rumunia-Kolumbia, rozgrywany o koszmarnej – jak na polskie realia czasowe – porze. Ten mecz się dla mnie skończył gdzieś na 20 min. przed końcem, bo rodzice zarządzili powrót do domu. A to był, proszę Państwa, naprawdę dobry futbol – więc była rozpacz i awantura. No bo co w końcu, kurczę blade! – jako widz traktowałem „mój” pierwszy mundial bezkompromisowo ;-).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Oglądanie dwóch-trzech meczów dziennie bez poczucia przesytu – to jest właśnie frajda dla kibica. Ale umówmy się – poza przypadkami fanatycznymi rzadko mieszka się samemu i nie ma się nic do roboty poza oglądaniem piłki nożnej przez sześć godzin dziennie. Jakiś kompromis z rzeczywistością trzeba zawierać – dlatego Algierię ze Słowenią można sobie czasem odpuścić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Ale mundial to czas kompromisu nie z rzeczami, lecz przede wszystkim z ludźmi. Nawet jeśli wasza żona/dziewczyna/gej-partner akceptuje waszą piłkarską pasję w formie transmisji raz na tydzień, to niekoniecznie musi się okazać jej sprzymierzeńcem, kiedy ta włazi do domu drzwiami, oknami, w 42 calach, 64 meczach i 100 herzach. Empatia to klucz – jeśli oczekujecie wyrozumiałości, to sami bądźcie wyrozumiali. Jeśli wasza kobieta lubi „Gotowe na wszystko” albo jazdę figurową na lodzie, a wam to nie przeszkadza – to spróbujcie sobie wyobrazić, że ona na miesiąc siada przed telewizorem i ogląda toto przez pół dnia, a do was się zwraca w tym czasie w kwestiach wyłącznie organizacyjnych. Świetna perspektywa, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;No więc – my byliśmy wczoraj w miłym miejscu, u fajnych ludzi, z trzech meczów obejrzałem tylko jeden. Dzisiaj ukochana wróci z pracy, a w tle wspólnej kolacji będzie zapewne lecieć mecz Włochy-Paragwaj. A po nim pewnie zrobimy trzecie podejście do nowego filmu braci Coenów, a ja – tak jak przy dwóch poprzednich – zasnę, bo taki będę zmęczony oglądaniem meczów. A jutro: od nowa, Polska ludowa. Zwariować można od takiego tego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;„- Ale kochasz mnie, prawda...?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;- No a co mam z tobą zrobić?”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre w mundial!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-2945912010408037638?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/2945912010408037638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/el-amor-en-los-tiempos-del-mundial.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2945912010408037638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2945912010408037638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/el-amor-en-los-tiempos-del-mundial.html' title='El Amor en los Tiempos del Mundial'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-3750421767893320674</id><published>2010-06-14T14:40:00.009+02:00</published><updated>2010-06-14T14:47:28.848+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><title type='text'>Anglia - nieprzewidywalność i kompleks farfocla</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Remis Anglii z USA nie zaskakuje. Prawie dwie dekady oglądania meczów piłkarskich utrwaliły u mnie dwie obserwacje związane z reprezentacją Anglii. Pierwsza z nich: ci bardzo dobrzy piłkarze (a wśród nich – zawsze kilka europejskich gwiazd) nigdy nie umieli stworzyć drużyny solidnej i stylistycznie ciekawej, a tym samym zdolnej do odniesienia sukcesu&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Anglia jest bezradna. Idzie mi nawet nie o &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=AxuWJtnOAx0"&gt;koszmarny błąd bramkarza &lt;/a&gt;po strzale Dempsey’a – bardziej o to, jak cała drużyna reagowała na wydarzenia na boisku po przerwie. Kiedy widz ogląda mecz i wie, że za moment piłka pójdzie na skrzydło, a potem stamtąd pójdzie dośrodkowanie na główkę, to jest to dla widza nuda. Kiedy to samo wiedzą obrońcy przeciwnika, to jest to dla nich komfort. Anglicy przez całą drugą połowę nie umieli Amerykanom tego komfortu odebrać. I tak na ogół bywa – w przełomowych momentach Anglicy jakby zapominają o rozumie, a wracają do atawistycznego „wyspiarskiego stylu”. Tak się dzisiaj nie da wygrywać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Anglia jest pełna sprzeczności. Ma Gerrarda, Lamparda, Rooney’a – nawet w takim meczu widać, jakiego formatu są to piłkarze. Ale też widać dysonans pomiędzy tym, jak wiele wnoszą do gry swoich drużyn klubowych, a tym, jaką rolę grają w kadrze i w jakim otoczeniu to robią. W zróżnicowanym, międzynarodowym towarzystwie potrafią błyszczeć – pomiędzy rodakami z kadry jakoś nie. Koledzy z drużyn klubowych jakoś potrafią im pomóc i z ich pomocy korzystać – koledzy z reprezentacji jakoś nie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Anglia jest niestabilna i nieprzewidywalna. Turnieje z jej udziałem zyskują, a bez niej tracą. Bywa, że rozgrywa na nich mecze wielkie. Pokazuje Europie i światu bezczelnych chłopaczków w rodzaju &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=UdgHWGdosvI"&gt;Owena&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=cUZll4lDctU"&gt;Rooney'a&lt;/a&gt;, którzy stają się gwiazdami. Ale kiedy przychodzi do gry o stawkę, ponosi Anglia ciągłe porażki. Wiele z nich – w okolicznościach niewyjaśnionych lub idiotycznych (bliźniaczo podobne mecze z Rumunią &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=HdWwebybwew"&gt;w 1998&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=2LJinksM_8E"&gt;2000 r.&lt;/a&gt; czy przegrana z Francją w ciągu ostatniej minuty w &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=2FpZI_ODSU4"&gt;2004 r.&lt;/a&gt;). Przegrywa mecze, których przegrać nie musiała (z &lt;span id="goog_388409247"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_388409248"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=BM71gnSM__s"&gt;Argentyną - MŚ'98&lt;/a&gt; – czy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=87RVaJl10BQ"&gt;Portugalią - ME'2004&lt;/a&gt;).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Anglia ma kompleksy. Na samą myśl o konkursie karnych jej piłkarzom drżą nogi (przegrywali w ten sposób i na MŚ: 1998, 2006, i na ME: 1996, 2004). I jeszcze rzecz, kto wie czy nie najgorsza dla tej drużyny: zespół chorobowy bramkarza-partacza. Kiedy Anglia gra na mundialu czy euro Naprawdę Ważny Mecz, można być pewnym, że bramkarz nigdy jej z opresji nie ocali. Za to tylko patrzeć, jak zaraz coś spieprzy. Co robił Nigel Martyn w meczu z Rumunią, widać już było na filmiku linkowanym wyżej. A tu Inny przykład (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;śmiech się zaczyna w okolicach 3:50):&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/W21xrv2d9hI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/W21xrv2d9hI&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Kiedy przypomnimy sobie jeszcze &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;sprokurowane przez &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GtF9tl5SLdA"&gt;Robinsona&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GxefXTqeVi4"&gt;Carsona&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;farfocle , które kosztowały tę drużynę udział w Euro’2008, nie uznamy sobotniego kiksu Roberta Greena za wyczyn, lecz za objaw rzeczonego zespołu chorobowego. Nie genetycznego wprawdzie (Gordon Banks czy Peter Shilton to były gwiazdy swoich epok), ale dziś przewlekłego i nawracającego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Z dużym prawdopodobieństwem można więc dziś powiedzieć, że Anglia wprawdzie do fazy pucharowej awansuje, ślad jakiś po sobie zostawi, ale ćwierćfinał to chyba dla tej drużyny maksimum.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;A jaka jest ta druga - ze wspomnianych na początku - moja obserwacja dotycząca angielskiej reprezentacji? Otóż, kryzys czy nie kryzys, mecz czy rewanż, lepszy czy gorszy bramkarz – postawić tylko przed Anglikami Polaków, a natychmiast złoją im dupę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-3750421767893320674?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/3750421767893320674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/anglia-nieprzewidywalnosc-i-kompleks.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/3750421767893320674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/3750421767893320674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/anglia-nieprzewidywalnosc-i-kompleks.html' title='Anglia - nieprzewidywalność i kompleks farfocla'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-7616750577544707047</id><published>2010-06-12T23:42:00.012+02:00</published><updated>2010-06-13T10:15:37.777+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mistrzostwa Świata'/><title type='text'>Moje początki Mistrzostw Świata</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;  &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;  &lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Dlaczego pierwszy dzień Mistrzostw Świata jest fajny? Bo jest pierwszym dniem Mistrzostw Świata&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Lubię czynność odliczania dni do mundialu - &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;co cztery lata, na przełomie maja i czerwca. To odliczanie przebiega zawsze &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;w tle czynności zgoła codziennych, dzięki temu człowiek może się któregoś dnia obudzić i stwierdzić, że mecz otwarcia w zasadzie już dziś. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Wspominam te spotkania jako na ogół mizerne, choć niepozbawione emocji. A widziałem te z nich:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Inauguracja inauguracyjna&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;W 1994 r. (moje pierwsze w pełni świadomie oglądane MŚ) przysnąłem w przerwie meczu Niemcy-Boliwia i obudziła mnie dopiero nieco śmieszna bramka Klinsmanna (akcja zaczyna się w okolicach 1:30).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Przez kolejnych parę lat &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%BCrgen_Klinsmann"&gt;&lt;span style="color: #6fa8dc;"&gt;Jürgen Klinsmann&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; to był dla mnie jeden z pierwszych zawodników w kategorii: „z respektem”. Ci, co nie pamiętają, niech sobie poszukają na Youtube. Facet umiał strzelać wszystkim i z każdej pozycji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/33rdcAB_by0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/33rdcAB_by0&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Inauguracja samobójcza&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Cztery lata później Brazylijczycy wcale nie musieli wygrać ze Szkotami, ale ci drudzy się uparli, by ostrzeliwać bramkę swoją i przeciwnika z równym zapałem. A Brazylia bez wielkich cudów zrobiła dokładnie tyle, ile było trzeba.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/sK5aBCc7FZM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/sK5aBCc7FZM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Inauguracja robinhoodyczna&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;czyli coś dla uwielbiających mecze i turnieje z kategorii: „los bogatym zabiera, a biednym rozdaje”. Pierwszy mecz w 2002 r. - i od razu sensacja. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Dla ówczesnych mistrzów świata ten mecz to był początek bolesnego zjazdu z ósmego piętra po schodach - nie wyszli na tym mundialu z grupy. Ich przeciwnicy za to wsiedli do ekspresowej windy, która zatrzymała się dopiero na wysokości ćwierćfinału. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Francja wyglądała na przesadnie sytą - Senegal wydawał się głodny. Skończyło się tak:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lqGniuFzHSw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/lqGniuFzHSw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;Inauguracja beztroska&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Cztery lata temu Niemcy pogonili Kostarykę - niespodzianką był nie wynik, ale to, że Niemcy grali momentami jak drużyna z Ameryki Płd.: tyleż &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;finezyjnie w ataku, co &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;beztrosko w obronie. Z tego meczu warto pamiętać bramkę pierwszą i ostatnią:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/olCT2TSqbWY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/olCT2TSqbWY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;2010 - Inauguracja uciążliwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;W piątkowym meczu otwarcia działo się, poza dwiema bramkami, niewiele. Wiadomo już natomiast na pewno, że dla kibica ten turniej będzie nieznośny. Wszystko przez tę cholerną trąbkę, która niby jest nieodłącznym elementem lokalnego obyczaju kibicowania, ale w którą autochtoni - jak się zdaje - dmą kompletnie bez związku z meczem i sytuacją na boisku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;;"&gt;Czy naprawdę w dobie sygnału HD i tanich ciekłokrystalicznych telewizorów telewizja nie może - na etapie realizacji transmisji - zrobić czegoś z tym jednostajnie wkurwiającym dźwiękiem?&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: x-large;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-7616750577544707047?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/7616750577544707047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/czy-mundial-mozna-zepsuc.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/7616750577544707047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/7616750577544707047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/06/czy-mundial-mozna-zepsuc.html' title='Moje początki Mistrzostw Świata'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-6463956189570431228</id><published>2010-04-19T17:45:00.000+02:00</published><updated>2010-04-19T17:45:09.154+02:00</updated><title type='text'>Milczenie w żałobie..., cz. IV</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Szantaż 4:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Jeden naród, jeden Wawel&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Czy niektórzy komentatorzy naprawdę myślą, że z protestami spotkałaby się każda decyzja o miejscu pochówku prezydenckiej pary? (patrz: Robert Mazurek). Jakoś nie wierzę – skąd to domniemanie? Informacja, iż Lech Kaczyński z żoną zostaną pochowani np. w warszawskiej archikatedrze św. Jana, raczej zostałaby przyjęta właśnie jako informacja i nie wzbudziłaby poważniejszych kontrowersji – bo i dlaczego by miała?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Tymczasem „decyzja wawelska” jest kontrowersyjna i dyskusyjna (dla mnie: błędna), ale sposób, w jaki próbuje się ją przedstawiać jako niekontrowersyjną, pozadyskusyjną i &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;post factum&lt;/i&gt; uzasadnioną, ma wiele wspólnego z szantażem na kilku poziomach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Po pierwsze: ze względu na czas. Ta decyzja po prostu nie była z dzisiejszego punktu widzenia niezbędna, można było ją odłożyć na czas spokojniejszy – właśnie z uwagi na jej nieodwracalność. Ja nie chciałem się w tamtym tygodniu zastanawiać – i mam przekonanie, że Polacy również – jakim prezydentem był Lech Kaczyński; czy „zasłużył się” wystarczająco, czy tylko troszeczkę. Nie szukałem odpowiedzi na to pytanie i nie jestem nawet pewien, czy w ciągu najbliższej dekady będzie można na nie odpowiedzieć. Tymczasem „decyzja wawelska” zmusza do tego typu refleksji – całkiem, przyznajmy to, mało żałobnej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Po drugie: ze względu na tryb. Decyzja o tym, kogo naród zalicza do swojego panteonu, powinna należeć do tego narodu. Nie w drodze referendum, nie w drodze plebiscytu, za to co najmniej w drodze rozmowy. Tymczasem taki tryb podjęcia tej decyzji rozmowę uniemożliwia, skaża ją swoistym „grzechem pierworodnym” – bo co to za rozmowa, w której jedni krzyczą: „Lech Kaczyński!”, a drudzy milczą, bo i co mają zrobić?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Po trzecie: ze względu na konsekwencje. Czy po tym, jak abp. Dziwisz podparł się w swoim uzasadnieniu wyimaginowanym „poparciem narodu” i odwołał do retoryki wojenno-heroicznej, przeczytamy za lat kilka z podręczników do współczesnej historii Polski, że „naród w patriotycznym uniesieniu przejrzał na oczy” i mimo sprzeciwów kilku łobuzów spod kurii „zdecydował o pochowaniu wśród królów bohatera-męczennika Lecha Kaczyńskiego”? Czy ktoś napisze, że narodu nie spytano o opinię na ten temat?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Szantaż „wawelski” polega więc nie tylko na tym, że naród na tę decyzję nie miał wpływu, ale na tym, że nie można okazać sprzeciwu wobec niej, nie narażając się jednocześnie na zarzuty braku patriotyzmu, nieprzyzwoitości, niemoralności itd.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Uważam krzykliwe protesty pod krakowską kurią za nietakt wyjątkowy – tyle że ustawianie protestujących w roli tych, którzy zerwali żałobny „pakt milczenia” (tak jak to robi np. Piotr Semka) jest myleniem przyczyny ze skutkiem. Jeśli w środek tej żałoby wrzucono granat, była nim niestety właśnie „decyzja wawelska” i sposób jej uzasadnienia przez abp. Dziwisza. Semka prezentował przy tym logikę dość horrendalną: &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Czym innym byłaby dyskusja przed decyzją (…), a czym innym jest dziś, gdy towarzyszą jej internetowe wezwania do kolejnych pikiet&lt;/i&gt;. Nie wiem więc, czy dziennikarz „RP” sugeruje, że jakaś dyskusja o miejscu pochówku w ogóle się odbyła, czy może twierdzi, że należało się tej decyzji sprzeciwiać, kiedy nikt jeszcze o niej nie wiedział?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%;"&gt;Spór o miejsce pochówku prezydenckiej pary jest realny. Marginalny jest zaś tylko w tym znaczeniu, że w czasie „paktu milczenia” został wypchnięty z głównego nurtu. Ale już rozgorzał i trwa, Polacy go toczyli, toczą i toczyć będą – w domu, w pracy, wśród znajomych, a wkrótce: w sferze publicznej. Bowiem „pakt milczenia lub mówienia dobrze” zawieramy w imię respektowania dobrego obyczaju, a nie po to, by wypisywać komentatorom i publicystom, a już zwłaszcza: władzom świeckim lub kościelnym &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;blank check&lt;/i&gt;&amp;nbsp; na korzystanie z naszego milczenia. Milczenie w żałobie nie jest znakiem zgody.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-6463956189570431228?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/6463956189570431228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/milczenie-w-zaobie-cz-iv.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/6463956189570431228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/6463956189570431228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/milczenie-w-zaobie-cz-iv.html' title='Milczenie w żałobie..., cz. IV'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-2641885044195476970</id><published>2010-04-19T16:48:00.003+02:00</published><updated>2010-04-19T18:43:08.233+02:00</updated><title type='text'>Milczenie w żałobie..., cz. III</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Szantaż 3:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;tromtadracja wojenna&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Już w sobotę, kilkadziesiąt minut po katastrofie, pada w którejś z telewizji hasło: „drugi Katyń”... Od tego gigantycznego nadużycia zaczyna się emocjonalne żonglowanie pojęciami. Można zrozumieć, kiedy bliscy zmarłych w szoku nadużywają słów. Nie można natomiast przytakiwać, kiedy dziennikarze, którzy mają rzeczywistość opisywać i objaśniać, zatracają proporcje. Kiedy nadużywają coraz to bardziej dramatycznych zwrotów albo milczą wobec ich nadużywania, mamy do czynienia z jakąś licytacją na okazywane poruszenie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;„Jedność miejsca i czasu” dramatu smoleńskiego ze zbrodnią katyńską nadaje mu wymiar symboliczny, ale to nie oznacza, że zasadne jest mówienie o „jedności akcji”. Jeśli godzimy się na zestawianie tragicznego, losowego wypadku z systematycznym, usankcjonowanym przez obce państwo mordem, to dajemy przyzwolenie, żeby słowa zamazywały treść i sens tego, co się właściwie w ubiegłą sobotę stało.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Otóż doszło do &lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;katastrofy lotniczej&lt;/b&gt;, a nie do rzeczonego „drugiego Katynia” czy „hekatomby”. Ludzie w niej &lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;zginęli&lt;/b&gt;, a nie „polegli”. Zginęli oni śmiercią &lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;tragiczną&lt;/b&gt;, a to nie to samo, co śmierć „bohaterska” czy „męczeńska”. Nie zginął „kwiat polskiej inteligencji”, tylko &lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;liczni&lt;/b&gt; &lt;b style="mso-bidi-font-weight: normal;"&gt;przedstawiciele władzy i organizacji społecznych&lt;/b&gt;. Warto o tym pamiętać także dlatego, że o ile wszyscy zgodzimy się co do tego, że prezydent Lech Kaczyński zginął tragicznie podczas pełnienia obowiązków głowy państwa, o tyle nie wszyscy przystaniemy na wniosek, że „poległ on bohaterską śmiercią” czy „złożył wieczną ofiarę na ołtarzu Ojczyzny”.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-bidi-language: AR-SA; mso-fareast-font-family: Calibri; mso-fareast-language: EN-US;"&gt;Gdy zginął w wypadku samochodowym Bronisław Geremek, Lech Kaczyński nad jego grobem oddał mu honor – ale czy dzisiejsi piewcy „męczeństwa” Lecha Kaczyńskiego nazwaliby śmierć Bronisława Geremka „tragicznym zdarzeniem”, którym ono w istocie było, czy „ofiarą na ołtarzu”?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;,&amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 115%; mso-ansi-language: PL; mso-bidi-font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;; mso-bidi-language: AR-SA; mso-fareast-font-family: Calibri; mso-fareast-language: EN-US;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Ofiara niekoniecznie musi być bohaterem, a bohater niekoniecznie musi być ofiarą. Tak, w przypadku niektórych z ofiar możemy mówić o życiorysie zgoła heroicznym – ale byłby on heroiczny i bez tej tragedii; nie ona czyni z nich bohaterów. Los, który ofiarom i ich rodzinom przypadł, jest wystarczająco straszliwy. Nie stanie się mniej straszliwy, kiedy będziemy o nim mówić bez tej powstańczo-wojennej narracji; rezygnacja z niej nie oznacza, że straciliśmy zdolność do współodczuwania. Współodczuwanie nie oznacza utraty miary.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Zatem gdzie w tej narracji kryje się szantaż? Otóż kiedy powiemy: prezydentura Lecha Kaczyńskiego, nawet po jego tragicznej śmierci, podlega krytyce – to jedno; ale trudniej poddawać krytyce „misję bohatera narodowego, który poległ męczeńską śmiercią”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Pozwólmy płakać rodzinie i najbliższym, ocierajmy ich łzy, ale sami weźmy głęboki oddech i ważmy słowa. Zbiorowe wspomnienie, które zostanie po tej żałobie, nie może nie być smutne i bolesne, powinno być godne, za to nie musi być histeryczne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-2641885044195476970?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/2641885044195476970/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/milczenie-w-zaobie-cz-iii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2641885044195476970'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2641885044195476970'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/milczenie-w-zaobie-cz-iii.html' title='Milczenie w żałobie..., cz. III'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-5623797774973903311</id><published>2010-04-19T15:40:00.003+02:00</published><updated>2010-04-20T18:01:19.195+02:00</updated><title type='text'>Milczenie w żałobie..., cz. II</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Szantaż 2:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Polska żałoba jako głos na Lecha Kaczyńskiego&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Z obrazków, które mogliśmy oglądać w telewizji w ostatnim tygodniu, niektórzy publicyści wyciągnęli wniosek taki oto, że przeżywana wspólnie przez Polaków (w mediach, w parlamencie, na ulicach) żałoba przeistacza się w akt jakichś narodowych przeprosin, kierowanych pod adresem prezydenta Kaczyńskiego pośmiertnie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Tym, co kieruje tylu ludzi na ulice, jest głębokie poczucie niesprawiedliwości wyrządzonej Kaczyńskiemu – &lt;/i&gt;&lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/9133,461245_Lisicki__Zaloba_i_kicz_pojednania.html"&gt;pisze w „Rzeczpospolitej” jej naczelny&lt;/a&gt;, Paweł Lisicki. Podobne tony pojawiły się i w innych komentarzach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Nie wiadomo jednak, czy Polacy nad grobami ofiar katastrofy smoleńskiej doznali lub doznają nagłej politycznej iluminacji. Nie wiadomo, czy wpływ tej tragedii znajdzie jakieś odzwierciedlenie w zmianie postaw społecznych czy preferencji wyborczych. Nie wiem tego ja, nie wie też Paweł Lisicki. Ale ja nie udaję, że wiem. Za życzeniową uznaję więc sugestię pierwszą: że Polacy przejrzeli na oczy i wreszcie dostrzegli w tych dniach prawdziwego Lecha Kaczyńskiego, nie takiego, jakiego pokazywały im przez całą kadencję media; i drugą: że w konsekwencji teraz Polacy na pewno by na niego zagłosowali, tylko nie bardzo mogą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;W czasie, kiedy nie wszyscy chcą wchodzić w polemikę na ten temat, warto się z takimi diagnozami wstrzymać. Moja prywatna próba godnego uczczenia pamięci prezydenta Kaczyńskiego i innych ofiar katastrofy smoleńskiej to nie to samo, co przyznanie racji idei IV RP. Nie śmiałbym na skalę indywidualną lub masową domniemywać, że czyjeś milczenie nad grobem jest objawem politycznej lub światopoglądowej konwersji.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-5623797774973903311?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/5623797774973903311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/zaobne-milczenie-cz-ii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5623797774973903311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5623797774973903311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/zaobne-milczenie-cz-ii.html' title='Milczenie w żałobie..., cz. II'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-1027410362887412728</id><published>2010-04-19T15:09:00.001+02:00</published><updated>2010-04-20T17:59:15.393+02:00</updated><title type='text'>Milczenie w żałobie nie jest znakiem zgody, cz. I</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&amp;nbsp;  &lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Chciałem uronić łzę, pomilczeć, oddać honor – bo w obliczu tej tragedii czułem, że to rzeczy pierwsze. Chciałem też uniknąć oceniania, sporów, awantur – bo w tym czasie powinny to być rzeczy ostatnie. Ale milczeć jest mi trudno, kiedy moje milczenie jest rozumiane na opak i wykorzystywane do emocjonalnych szantaży&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Szereg komentatorów i publicystów ulega dziś złudzeniu. Wynika ono z nadinterpretacji swoistego „paktu milczenia”, jaki zawierany jest w tym kraju nad grobem zmarłego. Norma wymaga od nas, by o zmarłym mówić tylko dobrze lub nie mówić w ogóle – a my się do niej stosujemy (choć bywa, że z oporami); zwłaszcza w żałobie. Tego tabu się nie łamie – a już na pewno nie w dyskursie publicznym. Tyle że dyskurs publiczny na czas żałoby zatrzymać się nie chce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Kiedy więc trwa żałoba po polityku, w sferze publicznej słychać o nim to tylko, że się go chwali albo wręcz deklaruje żarliwą wiarę w niego. Kto się z tymi pochwałami lub hymnami pochwalnymi nie zgadza – milczy w obawie przed złamaniem tabu. Dlatego warto pamiętać, że obraz prezydentury Lecha Kaczyńskiego, rekonstruowany przez media i osoby publiczne tuż po jego śmierci, nie jest ani miarodajny ani trwały. Nic by w tym złego nie było – gdyby nie to, że żałobne: „milczymy lub mówimy dobrze” jednych bywa wykorzystywane przez drugich jako argument w nieprzerwanym sporze. W takich okolicznościach zmienia się to w emocjonalny szantaż&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Szantaż 1: Kto wczoraj Go krytykował, temu dziś wara od trumny&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Najmocniej wyartykułowali ten pogląd: Marcin Wolski, Jarosław Marek Rymkiewicz i prof. Zdzisław Krasnodębski. Pierwszy dokonał czegoś w rodzaju &lt;a href="http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/170038,na-smierc-prezydenta-kaczynskiego"&gt;niezamierzonej parodii wiersza Tuwima&lt;/a&gt; o zabójstwie prezydenta Narutowicza. Drugi &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/9133,462623_Dosc_tego_.html"&gt;odmawia tym&lt;/a&gt;, którzy krytykowali Lecha Kaczyńskiego, prawa do „bycia polskimi politykami”. Trzeci &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/9133,461351_Krasnodebski__Juz_nie_przeszkadza.html"&gt;pisze&lt;/a&gt;: &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Wyśmiewajcie i drwijcie. Bądźcie sobą. Gardzę wami&lt;/i&gt;; jakby mu spadła na oczy czerwona płachta i nie widział, że jest w tym momencie chyba jedyną osobą publiczną, która nie potrafi przestać gardłować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Ten szantaż sięga też poziomów ekstremalnych: „życzyliście mu śmierci, to macie za swoje” – niemal wprost powiada J.M. Rymkiewicz. „Zaszczuto go, to stąd ta tragedia, tak będą mówić niektórzy” – &lt;a href="http://www.tvn24.pl/0,1652470,0,1,chcialbym-sie-cofnac-ten-rok-jest-tragiczny,wiadomosc.html"&gt;minister Witold Waszczykowski&lt;/a&gt; w TVN24 niby się asekuruje, ale nie wyjaśnia, po co o tych „niektórych” w ogóle wspomina. Jak komuś takiemu wytłumaczyć, że pomarańczowy „spieprzajdziad” na czyimś nadgarstku albo strona w internecie, licząca godziny do końca kadencji Lecha Kaczyńskiego to coś zgoła innego niż życzyć komuś śmierci?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Uderza mnie triumfalno-uwznioślający ton tych wynurzeń. Wynika z nich, że śmierć Lecha Kaczyńskiego ma pełnić rolę jakiejś publicystycznej superbroni przeciw tym, którzy krytykowali jego i jego prezydenturę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Ja też byłem jej przeciwnikiem. Nie zgadzałem się z Lechem Kaczyńskim, kpiłem z niego i jego publicznych wpadek, a idei „IV Rzeczypospolitej”, której to prezydentem miał być Kaczyński, byłem i jestem stanowczo przeciwny. Nie bardzo natomiast rozumiem, dlaczego miałoby mi to odbierać prawo do zapalenia świeczki na grobie człowieka, z którym się nie zgadzałem. Wolno mi milczeć lub dobrym słowem wspomnieć Lecha Kaczyńskiego – człowieka, ofiary tragicznego wypadku. Wolno mi współczuć jego rodzinie. Tak właśnie rozumiem żałobę współodczuwaną w najbardziej podstawowym, ludzkim wymiarze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;Warto nadać temu nazwę nie żeby się przed Wolskim czy Krasnodębskim tłumaczyć, ale żeby choć trochę zrozumieć, dlaczego Polacy – w dużej mierze przecież przeciwni reelekcji Lecha Kaczyńskiego – potrafią zapalić świeczkę na Krakowskim Przedmieściu, unikając w tym czasie oceniania tragicznie przerwanej prezydentury. Ale to dało niektórym asumpt do innego pochopnego wniosku, o którym w kolejnym wpisie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Candara&amp;quot;, &amp;quot;sans-serif&amp;quot;; font-size: 12pt; line-height: 115%;"&gt;c.d.n.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-1027410362887412728?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/1027410362887412728/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/milczenie-w-zaobie-nie-jest-znakiem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/1027410362887412728'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/1027410362887412728'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/04/milczenie-w-zaobie-nie-jest-znakiem.html' title='Milczenie w żałobie nie jest znakiem zgody, cz. I'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-8176262021374393249</id><published>2010-03-05T20:34:00.003+01:00</published><updated>2010-03-05T20:38:06.508+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='z kronik buractwa polskiego'/><title type='text'>Wolność walenia piąchą czyli palenie, c.d.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Oto i Sejm stanął na straży wolności palacza. Tak przynajmniej uważa palacz. Wielce wymowne jest, jak ów palacz swoją wolność rozumie&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowo daję, same odgłosy ulgi słyszałem dziś w rozmowach o ustawie, zwanej nie wiedzieć czemu „antynikotynową”. W skrócie: palić w lokalach można dalej. Jeśli masz nieduży lokal, możesz wybrać, czy to miejsce „palące” czy „niepalące”. Jeśli masz większy lokal, możesz w nim wydzielić miejsce dla palaczy. W praktyce: „wydzielone miejsce” może obejmować na przykład 3/4 knajpy. Czyli: fikcji ciąg dalszy, a do tego multum wygadywanych i wypisywanych w mediach głupot o obronie wolności palących do palenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszedłem dzisiaj z redakcji „w teren”, próbując zebrać trochę wypowiedzi do materiału na ten temat. Od niektórych moich rozmówców nasłuchałem się - i wprost, i przez telefon - wprost nieprawdopodobnej ilości głupot. Te głupoty mają wspólny mianownik: szumne odwoływanie się do kategorii „wolności wyboru” (oczywiście w znaczeniu: wolności palenia dla palących) w połączeniu z totalnym lekceważeniem wolności bliźniego niepalącego - czy to klient, czy osoba ze stolika obok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, co mnie bardziej denerwuje: ubranie śmierdzące po wyjściu z knajpy, nikotynowy ból głowy rano, czy to gówniarskie, aroganckie przekonanie palaczy, że zadymianiem innych realizują swoją wolność i że ktokolwiek im próbuje tego w różnych sytuacjach zabronić, ten nie próbuje realizować swojej wolności „od”, tylko jest faszystą albo komuchem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-8176262021374393249?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/8176262021374393249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/03/wolnosc-walenia-piacha-czyli-palenie-cd.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8176262021374393249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8176262021374393249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/03/wolnosc-walenia-piacha-czyli-palenie-cd.html' title='Wolność walenia piąchą czyli palenie, c.d.'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-6222952941105181036</id><published>2010-02-06T18:56:00.005+01:00</published><updated>2010-02-07T09:18:03.949+01:00</updated><title type='text'>Jak nie malować na klęczkach</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;...&lt;span style="font-family: Candara, Arial; line-height: 115%;"&gt;czyli garść refleksji po wczorajszym koncercie Kryzysu i De Press&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nietypowa impreza. Zorganizowało ją Stowarzyszenie Pokolenie wraz z FMW pod hasłem pomocy kombatantom antykomunistycznego podziemia, dawnym „żołnierzom wyklętym”. Przed wejściem sanitariuszki z grupy rekonstrukcyjnej przyklejały naklejki z „kotwiczkami” Polski Walczącej, a „żołnierze” z tejże grupy śpiewali patriotyczne pieśni. Za plecami grających zespołów pokazywano slajdy związane z „żołnierzami wyklętymi”. Publiczność różna: starsi i młodsi, punkowcy z dredami, faceci w garniturach, tu i ówdzie przewinął się ogolony osił proweniencji wyraźnie narodowej… No, pełen przekrój typów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://gfx.dlastudenta.pl/photo/270342" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://gfx.dlastudenta.pl/photo/270342" width="239" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Podoba mi się pomysł takich imprez, bo jest to jednak przywracanie należnej czci ludziom skazanym na zapomnienie. Większość z kilkuset osób, które się w Rotundzie pojawiły, zapewne przyszła tam usłyszeć Kryzys i De Press, ale przy okazji ten i ów usłyszał o „żołnierzach wyklętych”, jakaś lampka się komuś może zapaliła, może ktoś sięgnie po książkę, zainteresuje się… &lt;a href="http://www.1944.pl/"&gt;Muzeum Powstania Warszawskiego&lt;/a&gt;, umiejętnie lansując takie inicjatywy, pokazuje, że takimi metodami przyciąga się uwagę ludzi. To na początek wystarczy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Podoba mi się, ale mam wątpliwości. Po pierwsze: patos. „Żołnierze” z grupy rekonstrukcyjnej, którzy w tle śpiewają „O mój rozmarynie”, to interesujące tło – ale ci sami „żołnierze” z regularnym recitalem pieśni patriotycznej na scenie to już taki rejon zadęcia, który jest zarezerwowany dla akademii szkolnych. Po drugie: zagranie koncertu dobroczynnego to jedno, ale napisanie czegoś w rodzaju „twórczości dobroczynnej” to coś innego. I nie zawsze skutkuje to udanym efektem artystycznym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/De_Press_Mysmy_rebelianci_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="288" src="http://podziemiezbrojne.blox.pl/resource/De_Press_Mysmy_rebelianci_1.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Piję oczywiście do płyty De Press, bez której tego koncertu by nie było – „Myśmy rebelianci”, albumu poświęconego właśnie „żołnierzom wyklętym”. Nie, nie neguję tego, że Dziubek miał potrzebę serca, że właśnie z takimi tekstami płytę chciał zrobić, więc miał prawo itd. Jasne, że miał. Ale wyszła z tego po prostu nienajlepsza płyta. Z niezłej robi się nudna, przewidywalna, „rebelianckie” pieśni i piosenki na tle mało zniuansowanej gitarowej młócki, zamiast chwytać za serce – zaczynają nużyć. De Press wpadł w pułapkę, którą tak zręcznie ominęło parę lat temu Lao Che. I oni mogli byli przyjąć wobec tematu „Powstania Warszawskiego” postawę hołdowniczą i zarżnąć świetny pomysł na płytę już na wstępie – monotonią muzyczną czy obawą przed „wpuzzlowaniem” pozornie nieprzystających tekstów do całości. Ale zdekonstruowali ten temat i złożyli na nowo, postawili mu się. Wyszła im z tej odwagi jedna z lepszych polskich płyt dekady.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie kwestionuję więc niczyjej szlachetnej intencji, tylko efekt. „Powstańcze” piosenki De Press zabrzmiały na żywo solidnie, ale jednak próba oddania przez Dziubka hołdu „żołnierzom wyklętym” wpasowuje się w anegdotę o malarzu Styce, co święte obrazy malował na klęczkach, zamiast je malować dobrze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-6222952941105181036?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/6222952941105181036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/02/jak-nie-malowac-na-kleczkach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/6222952941105181036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/6222952941105181036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/02/jak-nie-malowac-na-kleczkach.html' title='Jak nie malować na klęczkach'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-8776066565306249869</id><published>2010-01-23T18:24:00.003+01:00</published><updated>2010-01-24T09:18:04.066+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rock&apos;n&apos;roll'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Nowohucki hamburger</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;strong&gt;Miłe niespodzianki są milsze od niemiłych. Takie np., że redakcja drukuje nasz materiał, o którym już sami niemal zapomnieliśmy&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/60-lecie-nowej-huty/986438-nowohucki-hamburger.html"&gt;Nowohucki hamburger&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;czyli moja rozmowa ze Skwarem z Wu-Hae (pod linkiem dostępna chyba ta sama wersja, która poszła drukiem 29 grudnia na łamach &lt;i&gt;DP&lt;/i&gt;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jakoś do pewnego momentu było mi z &lt;a href="http://wu-hae.pl/wu-hae.pl/index.html"&gt;Wu-Hae&lt;/a&gt; muzycznie bardzo nie po drodze. To był dla mnie jeden z takich zespołów, po których się raczej żadnych cudów nie spodziewałem. A tu proszę - pojawiła się jesienią puszka z &lt;a href="http://www.wu-hae.pl/wu-hae.pl/opera/index.html"&gt;„Operą Nowohucką”&lt;/a&gt; i to jest, proszę Państwa, rzecz godna. Może nie euforii zaraz, ale na pewno zainteresowania i docenienia. To już całkiem sporo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W czwartek wybieram się na koncert do Alchemii, więc zapewne po weekendzie powstanie dla &lt;i&gt;DP &lt;/i&gt;jakaś zajawka; może też się pojawi potem relacyjka czy zdjęcia. Postaram się też na potrzeby bloga jakąś recenzję „Opery...” machnąć. W redakcji &lt;i&gt;Dziennika &lt;/i&gt;tymczasem - inny materiał z Wu-Hae w tle: duży tekst o kultowym budynku na Mrozowej (czy też - zagadka! - na Mrozowa?), w którym od półtorej dekady krakowskie kapele mają próby. Jak się ukaże, dam znać. Mam nadzieję, że od razu, a nie np. po miesiącu ;-)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-8776066565306249869?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/8776066565306249869/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/01/nowohucki-hamburger.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8776066565306249869'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8776066565306249869'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/01/nowohucki-hamburger.html' title='Nowohucki hamburger'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-8232353534293105910</id><published>2010-01-09T16:21:00.006+01:00</published><updated>2010-01-09T16:25:29.765+01:00</updated><title type='text'>Z dala od mojego nosa</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Sejm chce rozszerzyć zakaz palenia. I dobrze - palacze samowolnie zawłaszczyli dla siebie miejsce publiczne, więc ten zakaz nie ograniczy ich swobód, a jedynie ukróci samowolę. Podejście do używek mam permisywne i liberalne, ale gorąco ten zakaz popieram. I to z pobudek zgoła liberalnych&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Brzmi to paradoksalnie tylko w pierwszej chwili. Jeśli X sam siebie chce truć, to mu tego Y – choćby przyszło tysiąc atletów - i tak nie zabroni. I ja nikogo nawracać nie zamierzam. Nie oczekuję również od mojego państwa, że będzie wychowywać dorosłych ludzi. Natomiast mogę oczekiwać, że wkroczy ono tam, gdzie moja „wolność od” jest zagrożona przez czyjąś samowolę. I państwo, wprowadzając taki zakaz, ten liberalny postulat spełnia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Spełniać go powinno, bo niepalący są bezbronni i wobec palących, i wobec dymu. Kiedy samemu się nie pali, w miejscu publicznym, w którym kłębi się dym, można tylko pozostać wbrew własnemu zdrowiu i samopoczuciu, albo z niego uciec. Ale to nie jest wybór, tylko pozór wyboru, stworzony przez palących dla niepalących. Palacz samowolnie zawłaszczył więc dla siebie miejsce publiczne i przystosował je – również samowolnie – do swoich potrzeb. Oznacza to zmuszanie niepalącego do przyjęcia takiego oto wynikania, że np. skoro chce sobie usiąść w knajpie przy piwie, to musi jednocześnie przyjąć rolę &lt;/span&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;secondhand smoker&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Ten zakaz nie ograniczy zatem swobody palaczy, lecz ukróci ich samowolę. Na pytanie, gdzie się kończy czyjaś wolność, a zaczyna samowola, liberał odpowie za sędzią Holmesem: „Tam się kończy moje prawo do wymachiwania pięścią, gdzie się twój nos zaczyna”. Kiedy odniesiemy ten pogląd do używek, wyjdzie na to, że papieros to insza inszość niż alkohol czy nawet narkotyki. Insza, bo paskudniejsza od nich. Zwłaszcza dla tego, kto nie używa – niepalący zawsze oberwie bowiem od palacza pięścią po nosie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Kiedy siedzę obok pijących, sam nie pijąc, rano nie obudzi mnie kac ani nawet drobny ból głowy; kiedy zaś sam piję, towarzystwo obok może pozostać trzeźwe. Ta zasada dotyczy takoż i większości narkotyków (choć z powodu restrykcyjności polskiego prawa pojawia się tu też aspekt prawno-karny). Nie można natomiast przebywać w otoczeniu palących, samemu przy tym nie paląc – wbrew własnej woli. Użytkownik alkoholu czy narkotyków nie naraża – pijąc czy zażywając – innych na fizyczną szkodę (pomijam oczywiście przypadki kryminalne, bo one nie mają tu nic do rzeczy), a palacz w miejscu publicznym to właśnie robi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Dlatego każdy argument w obronie samowoli palenia w miejscach publicznych, odwołujący się do pokracznie pojmowanej swobody – w&lt;/span&gt;&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;domyśle: swobody palenia dla palących i niepalenia dla niepalących – jest z gruntu bałamutny. Co do zasady: przywalanie sobie samemu pięścią w nos za pomocą używek, choćby częste i mocne, to jest problem indywidualnej wolności, odpowiedzialności i poczucia estetyki. Ale tylko do chwili, w której dmucha się komuś drugiemu w twarz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Trebuchet MS&amp;quot;, sans-serif;"&gt;Dlatego rozszerzanie zakazu palenia w miejscach publicznych to nie akt restrykcyjnego przechyłu, tylko przywracania liberalnej równowagi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-8232353534293105910?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/8232353534293105910/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/01/z-dala-od-mojego-nosa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8232353534293105910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8232353534293105910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2010/01/z-dala-od-mojego-nosa.html' title='Z dala od mojego nosa'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-1680888363834266720</id><published>2009-12-29T13:47:00.004+01:00</published><updated>2009-12-29T13:50:23.413+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metablog'/><title type='text'>Ależ ja wcale nie przestałem pisać!...</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;...tylko piszę trochę gdzie indziej&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Po dwóch miesiącach bez choćby notki, moim Szanownym Czytelnikom należy się parę słów wyjaśnienia. Z początkiem listopada doszło do takiego oto zwrotu sytuacji, że zacząłem współpracę z &lt;i&gt;Dziennikiem Polskim&lt;/i&gt;. Złożono mi propozycję współprowadzenia &lt;a href="http://www.dziennikpolski24.pl/pl/warto-wiedziec/miasto-zakow/blogi-studentow/mateusz-zimmerman/978229-mateusz-zimmerman.html"&gt;bloga w serwisie internetowym &lt;i&gt;DP&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, za czym poszła możliwość publikowania na łamach drukowanego wydania tej gazety.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;I tak od listopada udało mi się na tych łamach kilka materiałów pomieścić. Byłoby ich więcej, ale - jak niektórzy z Państwa zapewne wiedzą - pisanie nie jest w tej chwili moim zajęciem nr 1. W styczniu pewnie trochę się to zmieni, bo pisania pracy magisterskiej nie da się odkładać w nieskończoność ;-) A czy i kiedy pisanie w szerszym sensie stanie się zajęciem nr 1, to się wkrótce okaże.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tych z Państwa, którzy są ciekawi nowych notek, zachęcam tymczasem do zaglądania na bloga „dziennikowego”. Na blogu niniejszym oczywiście nie przestaję publikować, no i mam nadzieję, że uda się to robić trochę częściej niż dotychczas :-) Aha, no i jeszcze namacalny dowód na to, że ktoś jest gotów wziąć mój tekst do druku:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kultura/979895-kult-rozszyfrowany.html"&gt;Recenzja „Kult. Białej Księgi...” Wiesława Weissa - online&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;[rzecz ukazała się drukiem 28 XI br., sobota, w &lt;i&gt;DP&lt;/i&gt; na str. A10]&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Do zobaczenia i przeczytania! &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-1680888363834266720?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/1680888363834266720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/12/alez-ja-wcale-nie-przestaem-pisac.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/1680888363834266720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/1680888363834266720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/12/alez-ja-wcale-nie-przestaem-pisac.html' title='Ależ ja wcale nie przestałem pisać!...'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-4740652361510893158</id><published>2009-10-23T12:51:00.005+02:00</published><updated>2009-10-23T13:25:56.450+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kwiatki dziennikarskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Człowiek Obiegowi głupkiem - czy na odwrót?</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Wczesną wiosną, przymierzając się do współpracy z &lt;i&gt;Drugim Obiegiem&lt;/i&gt; – pismem Koła Nauk Politycznych UJ – popełniłem dla niego publicystyczny tekst o przypadku doktora Marka Migalskiego. Kilka miesięcy, które od tego czasu upłynęły, i kilka faktów, które się od tego czasu wydarzyły, w dużej mierze ten tekst zdezaktualizowały. Dziś wziąłem do rąk nowy, jak wynikałoby z daty, numer &lt;i&gt;Drugiego Obiegu &lt;/i&gt;i znalazłem na jego łamach mój mocno nieświeży materiał&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Jako autor nie mam czego się w tym tekście wstydzić – nikogo nie obraziłem, niczego nie przekłamałem. Za to na pewno dziś nie chciałbym brać Migalskiego w obronę – z tego samego powodu, z którego nie bronię zachowań posła Palikota. Kiedy ukazuje się w gazecie podpisany moim nazwiskiem tekst, który w ogóle nie uwzględnia faktów z ostatnich kilku miesięcy, czytelnik ma prawo domniemywać, że ja o tych faktach albo nie wiem, albo świadomie zamknąłem na nie oczy. W obu przypadkach nie stawiałoby to mojej rzetelności w najlepszym świetle.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Nikt mnie jednak o zgodę na tę zdezaktualizowaną publikację nie spytał – gdyby spytano, oczywiście bym odmówił. O ewentualnym wzbogaceniu tekstu o nowe fakty i spostrzeżenia również nie było mowy – tu bym się przynajmniej mógł zastanawiać. Jest tu więc jakaś moja wina: nie przyszło mi nawet do głowy, że ktoś może potraktować ten nieświeży materiał jako użyteczny. A tu proszę: tekst poszedł i czytelnik otrzymał go w postaci, o której się mówi: &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;dead on arrival. &lt;/i&gt;W tym samym numerze &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;DO &lt;/i&gt;ukazał się też materiał mojego kolegi, traktujący o Holocauście w kinie; został napisany ponad pół roku temu i o premierze „Bękartów wojny” Tarantino mówi – co zrozumiałe – w czasie przyszłym…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet średnio rozgarnięty odbiorca takie nonsensy dostrzeże i przyklei je (niestety, w sensie formalnym: słusznie) do nazwiska publicysty, nie zaś redaktora. Tymczasem to redaktor decyduje o tym, co, kiedy i jak się w jego piśmie ukazuje. Wbrew realiom na głupka wychodzi w takich razach autor - jak kucharz, który się stara przyrządzić najlepsze danie, ale nie odpowiada za to, że kelner zaniesie je do czyjegoś stolika na brudnej tacy i już wystygłe.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;A ja na głupka wychodzić nie zamierzam. Nie w takich okolicznościach. Nie wiem, czy moich czytelników jest trzech, trzydziestu czy trzystu, ale każdemu z tych czytelników jestem winien szacunek. Kiedy podpisuję się pod tekstem własnym nazwiskiem czy pseudonimem, robię to między innymi w imię szacunku dla czytelnika, a nie po to, by tym tekstem okazywać mu lekceważenie i dawać mu asumpt do kwestionowania mojej rzetelności. Ponieważ zaś &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Drugi Obieg&lt;/i&gt; dość jednoznacznie okazuje lekceważenie i swoim współpracownikom, i swoim czytelnikom, nie zamierzam się już do tego pisma zbliżać ani w jednej, ani w drugiej roli.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Wyklarowanie tej sprawy w blogosferze to właściwie jedyne, co mogę dziś zrobić. Pisać próśb o wyjaśnienie czy sprostowanie do redakcji &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;DO&lt;/i&gt; nie zamierzam – ale tym z Państwa, którzy się z tym pismem dotąd nie zetknęli, może się nasunąć całkiem zasadne pytanie: co to za gazeta, w której autor jest zmuszony pisać wyjaśnienia czy sprostowania do własnego tekstu?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;I to by było wszystko, jeśli idzie o odpowiedź na pytanie – stawiane mi wielokroć publicznie i prywatnie – dlaczego za zaszczyt współpracy z &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Drugim Obiegiem &lt;/i&gt;podziękowałem szybciej, niż ją w gruncie rzeczy zacząłem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-4740652361510893158?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/4740652361510893158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/czowiek-obiegowi-gupkiem-czy-na-odwrot.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/4740652361510893158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/4740652361510893158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/czowiek-obiegowi-gupkiem-czy-na-odwrot.html' title='Człowiek Obiegowi głupkiem - czy na odwrót?'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-538584747413651331</id><published>2009-10-23T01:26:00.007+02:00</published><updated>2009-10-23T11:18:10.986+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Lećcie na Odlocie!</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Bezcelowe jest wymienianie wszystkich cech, które składają się na świetność &lt;i&gt;Odlotu – &lt;/i&gt;także dlatego, że niektóre z nich są po prostu znakami jakości nowoczesnej amerykańskiej animacji. Dlaczego więc akurat &lt;i&gt;Odlot &lt;/i&gt;jest wyjątkowo oryginalny i wart obejrzenia? Bo jego bajkowy sztafaż tylko uwypukla zupełnie niebajkowe prawdy, zamiast zamiatać je pod dywan&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SuDqiuNyEQI/AAAAAAAAABY/c_L6TNl09rk/s1600-h/up.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SuDqiuNyEQI/AAAAAAAAABY/c_L6TNl09rk/s320/up.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Piękna retrospekcja z samego początku filmu przedstawia nam Carla – chłopca marzącego o podróżach i przygodach na miarę Indiany Jonesa. Znajdzie on swoją bratnią duszę – Ellie i ożeni się z nią. Razem będą układać plany wielkich wypraw, które potem latami będzie torpedować proza życia. Ellie umrze, zostawi Carla samego w ich wspólnym domu, ale nieoczekiwanie dopiero wtedy pojawi się dla niego okazja do „podróży życia”…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Głównym bohaterem &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Odlotu &lt;/i&gt;jest więc senior… no, dziadek po prostu. Jest umiarkowanie sympatyczny, ale jego nieustannie klarowna motywacja – wola dopełnienia tego, czego nie zdążył zrobić wspólnie z żoną – sprawia, że ta z pozoru bajkowa animacja nie ucieka od tego, co gatunek raczej ignoruje: starości, samotności, śmierci, dosadnie bolesnej konfrontacji marzeń z rzeczywistością (nie pamiętam, by kiedykolwiek rozbijano skarbonkę bardziej wzruszająco niż w &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Odlocie&lt;/i&gt;!). Film się z tym wszystkim mierzy i robi to niepospolicie. Bywa że ściska za gardło – i nawet jeśli to chwilowe wrażenie, to i tak jest ono czymś głębszym i trudniejszym, niż hollywoodzkie animacje nam na ogół proponują. A przy tym nadal – tak jak one – tętni życiem, humorem i zdrową kpiną z popkultury, z której sam wyrasta.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Ta notka zapewne pozwoli złapać trop agentom policji tajnych, widnych i dwu-płciowych, którzy szukają po Polsce nielicznych śladów mojej egzaltacji. Niech tam… Idźcie Państwo do kina, załóżcie okulary 3-D, pozwólcie sobie na przypięcie do pleców tysiąca baloników – niech i Was &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Odlot &lt;/i&gt;uniesie! Śliczny film :-)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-538584747413651331?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/538584747413651331/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/leccie-na-odlocie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/538584747413651331'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/538584747413651331'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/leccie-na-odlocie.html' title='Lećcie na Odlocie!'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SuDqiuNyEQI/AAAAAAAAABY/c_L6TNl09rk/s72-c/up.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-5506454056906316487</id><published>2009-10-20T19:30:00.004+02:00</published><updated>2009-10-20T19:39:01.295+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kazik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kult'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rock&apos;n&apos;roll'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Pacjent żyje, stan ogólny: średni</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/St3zk3gZJ3I/AAAAAAAAABQ/AOqZSsdNXHQ/s1600-h/hurra.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/St3zk3gZJ3I/AAAAAAAAABQ/AOqZSsdNXHQ/s320/hurra.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pogłoski o śmierci Kultu są przesadzone. „Hurra!” to płyta żywa – w dwojakim znaczeniu. Po pierwsze: zesztywniały nieco zespół najwyraźniej odświeżyły zmiany personalne, zarówno na płaszczyźnie muzycznej, jak i interakcyjnej. Po drugie: zgodnie z zamysłem Kazika-producenta słyszymy tu zespół grający tak, jak gra dziś na koncertach. Nie wiem, czy ten pomysł na Kult jest pomysłem najlepszym z możliwych, ale przynajmniej dzięki niemu ten album nadaje się do spożycia&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Ma on dwie istotne zalety. Pierwsza: Kazik w istocie „powrócił z krainy umarłych” – od początku śpiewa z zaangażowaniem wyraźnie większym niż na „Poligono Industrial”. Między innymi z tego wynika zaleta druga: „Hurra!” można słuchać bez bólu i zgrzytania zębami, co w świetle poprzedniego albumu Kultu nie jest spostrzeżeniem li tylko protekcjonalnym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Roboczo podzieliłbym „Hurra!” na dwie części. Piosenka &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Kiedy ucichną działa już &lt;/i&gt;domyka „stronę A”, składającą się z piosenek lepszych z jednym wyjątkiem (&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Idiota stąd&lt;/i&gt;); „strona B” skupia numery słabsze, od których na plus odróżnia się &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Karinga&lt;/i&gt;. Im dalej w płytę, tym bardziej poziom świeżości spada, co dotyczy niestety również tekstów Kazika. Zgodnie z tą tendencją na pierwszy ogień idą najlepsze utwory na płycie. &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Maria ma syna&lt;/i&gt; to coś w rodzaju dekonstrukcyjnej, rockowej kolędy. Gnająca do przodu &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Amnezja&lt;/i&gt; (mój faworyt na tym krążku) przynosi z kolei najlepszy od dłuższego czasu społeczno-polityczny tekst Staszewskiego, traktujący tym razem o nostalgii za PRL. Mielibyśmy do czynienia z bardzo mocnym comebackiem, gdyby cała płyta trzymała poziom tych dwóch utworów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Ale nie trzyma, o czym przesądza kilka czynników. Fajność muzyczną niektórych utworów Kazik zarzyna słabością liryczną – dotyczy to &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Nowych temp, Podejdź tu proszę, &lt;/i&gt;a w największym stopniu: &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Karingi&lt;/i&gt;. Nie mogę się ponadto oprzeć ogólnemu wrażeniu, że porozsiewane po tym albumie pomysły muzyczne i tekstowe działałyby dużo lepiej, gdyby były skoncentrowane na mniejszej przestrzeni. „Hurra!” powiela jednak słabość wielu wydawnictw Kultu i Kazika z bieżącej dekady – jest rozrośnięta ponad miarę. Za kilka utworów można spokojnie podziękować: &lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;My chcemy trzymać w garści świat, Jutro wszystko zmieni się, To nie jest kraj moich snów, Chodźcie chłopaki – &lt;/i&gt;jest w nich jakaś słowno-muzyczna wata, zgoła daleka od tego, co Kult i Kazik mieli do zaproponowania jeszcze na wysokości „Ostatecznego Krachu…” czy nawet „Salonu Recreativo”.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Kazik jeszcze potrafi przypomnieć o swoich najlepszych cechach jako autora tekstów: zdolności do bystrego aktualnego komentarza (&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Amnezja&lt;/i&gt;) czy ujęcia uniwersalnych prawd w prosty a zapadający w pamięć refren (&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Kiedy ucichną działa już&lt;/i&gt;). Kiedy jednak wychodzi z roli rockowego „poety konkretu”, wpada na mielizny. Do pewnego punktu jego drogi twórczej nie miałem wątpliwości, co artysta ma na myśli i że jest to coś istotnego. W ostatnich kilku latach ta pewność się zachwiała i zastąpiło ją intuicyjne przekonanie, że o coś istotnego nadal chodzi.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Dziś tymczasem w niektórych tekstach Staszewskiego próbuję się doszukiwać jakiejś klarownej treści, ale coraz trudniej uciec od podejrzeń, że czasem chodzi tylko o to, by się te wersy jakoś rymowały. Bywa z kolei, że gdy sensowna obserwacja się pojawia, autor ubiera ją w formę nieoczekiwanie prostacką (&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Idiota stąd&lt;/i&gt;) albo psuje wrażenie częstochowskim rymem (&lt;i style="mso-bidi-font-style: normal;"&gt;Karinga&lt;/i&gt;). Kiedy dba o jakość porównania czy pointy („nie złodzieje rządzili, lecz debile”!), kiedy forma z treścią idzie w parze, bywa świetnie – ale coraz częściej tę dbałość Kazik, z lenistwa lub lirycznego niedowładu, lekceważy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="MsoNormal"&gt;Dla tego zespołu „Hurra!” to bez wątpienia odbicie się od dna. Można się jednak było spodziewać, że będzie to odbicie bardziej stanowcze. W jakimś ogólnym zestawieniu płyt Kultu znajduję ten album jako średni – czyli nie jest wspaniale, ale nie jest też dramatycznie. Nie towarzyszy temu wnioskowi uczucie jakiegoś wielkiego zawodu, ale oprócz nieustająco świetnych koncertów chciałbym jeszcze kiedyś jeszcze dostać od Kultu i Kazika naprawdę świetną płytę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="right"&gt;&lt;b&gt;Kult - „Hurra!”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;Premiera: &lt;b&gt;2009&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="right"&gt;Oceniam na: &lt;b&gt;5/10&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-5506454056906316487?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/5506454056906316487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/pacjent-zyje-stan-ogolny-sredni.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5506454056906316487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/5506454056906316487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/pacjent-zyje-stan-ogolny-sredni.html' title='Pacjent żyje, stan ogólny: średni'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/St3zk3gZJ3I/AAAAAAAAABQ/AOqZSsdNXHQ/s72-c/hurra.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-305713148463512569</id><published>2009-10-16T13:58:00.005+02:00</published><updated>2009-10-20T20:43:54.888+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kwiatki dziennikarskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>A tak w ogóle – który z was to Pink?...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;...&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=p_rfzjXTpLM&amp;amp;feature=player_embedded"&gt;pyta Wojciecha Waglewskiego dziennikarka Radia Koszalin.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Nieprzygotowani dziennikarze zdarzają się całkiem często i w całkiem wielu miejscach. Bo całkiem często i w całkiem wielu miejscach ktoś im na nieprzygotowanie albo pozwala, albo nie uznaje go za problem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Znacie Państwo to uczucie zażenowania, które władzę w rękach odbiera? Człowiek się wtedy wstydzi za dwóch - za tego, co robi i za tego, co widzi.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie każdy dziennikarz się musi znać na polskiej muzyce rozrywkowej, ale też nie każdy musi się w związku z tym na jej temat wypowiadać ustnie lub pisemnie. No właśnie - czy nie musi? W tym wypadku nie wiem, czy tylko dziennikarka jest porażająco niekompetentna, czy raczej jakiś anonimowy nadredaktor dał niezorientowanej kobiecinie (może stażystce?) 5 minut na przygotowanie się do rozmowy ze znanym muzykiem, a drugie 5 minut na samą rozmowę. Znaleźć się w takiej sytuacji to jak być wkopanym na oświetloną scenę z zapadnią, o istnieniu której nie ma się pojęcia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Razu pewnego, kiedy byłem jeszcze młodszy, piękniejszy i odbywałem letni staż w sporej redakcji prasowej, dostałem w podobnych okolicznościach (7-8 minut na przygotowanie) prikaz zrobienia wywiadu z prof. Mirosławą Semeniuk-Podrazą, dyrektorem artystycznym festiwalu „Letnie Koncerty Organowe” w Krakowie... Czujecie już Państwo nienasycony roztwór absurdu tej sytuacji?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Uznałem wtedy, że jedynym sposobem, by tę rozmowę uratować, a przede wszystkim: by nie dać pani profesor okazji do wzięcia mnie za nieprzygotowanego matoła, jest przybranie od progu maski wdzięcznego ignoranta. Czyli: pani profesor, moje pytania trącą nieco banałem i niewiedzą, ale weźmy poprawkę na to, że nasz czytelnik jest prawdopodobnie kompletnie niezorientowany w muzyce organowej. Dajmy mu więc wspólnie okazję, żeby się czegoś dowiedział...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Rozmowę uratowałem, ale fartem: bez wyrozumiałego podejścia pani profesor raczej by się to nie udało. Nie zawsze trafia się na rozmówcę, który do własnego zajęcia czy zamiłowania ma taki dystans, że jest gotów wybaczyć innym (w tym: dziennikarzowi) braki w wiedzy. Czasem zresztą ten dystans - jak w przypadku Waglewskiego i pani z radia - w ogóle nie gra roli: rozmówca może się po prostu wkurzyć, że ktoś marnuje jego czas i skończy wywiad. Będzie mieć rację.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;To dziennikarzowi zarzuca się wtedy niekompetencję, nieprzygotowanie, ignorancję itd. Warto jest w takich razach zadać sobie pytanie, kto i po co zrzuca na dziennikarza zadania, którym z różnych względów nie jest on w stanie podołać. Nie, nie wykluczam że pani dziennikarka jest po prostu totalną ignorantką - takich ludzi jest w różnych redakcjach wcale niemało, tyle że tę ignorantkę albo posłano na misję samobójczą, albo co gorsza w ichniejszym „dziale kultura” zatrudniono. Ciekawym więc, czy ktoś poza nią słusznie zbierze za ten kuriozalny wywiad po łbie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-305713148463512569?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/305713148463512569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/tak-w-ogole-ktory-z-was-to-pink.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/305713148463512569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/305713148463512569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/tak-w-ogole-ktory-z-was-to-pink.html' title='A tak w ogóle – który z was to Pink?...'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-2566206642974275791</id><published>2009-10-02T20:27:00.004+02:00</published><updated>2009-10-02T20:33:14.977+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kwiatki dziennikarskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jazz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Polska - ojczyzna Mielesa i Daviesa</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pierwsza notka z cyklu: „Gdzie jest korekta?”:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Dziennik &lt;i&gt;Polska The Times&lt;/i&gt; w wydaniu internetowym pomieszcza &lt;a href="http://polskatimes.pl/kultura/muzyka/169040,daviesa-nikt-nie-zastapi,id,t.html"&gt;wywiad z Michałem Urbaniakiem&lt;/a&gt;, na okoliczność wydania przezeń albumu-hołdu dla Milesa D. Autorowi rozmowy - Tomaszowi Szychlińskiemu - rozmówca, temat rozmowy i jazz w ogóle są wystarczająco bliskie, by Miles Davis stał się Davi&lt;b&gt;e&lt;/b&gt;sem. Na szczęście z wypowiedzi Urbaniaka może sobie czytelnik wywnioskować, że jednak nie chodzi o Normana Daviesa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SsZAhMUjf0I/AAAAAAAAABI/NWw3US5XsY8/s1600-h/davies.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SsZAhMUjf0I/AAAAAAAAABI/NWw3US5XsY8/s400/davies.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pytania do zebranych:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;1. &lt;b&gt;Jak to nazwać?&lt;/b&gt; - czy takie coś to jest jeszcze literówka, już błąd rzeczowy czy jeszcze coś innego? Macie jakiś pomysł na chwytliwą i krótką nazwę dla błędu zdradzającego absolutną niekumację dziennikarza w temacie, na który pisze?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;2. &lt;b&gt;Kiedy się połapią?&lt;/b&gt; - jak długo ten błąd będzie wisiał na stronie Polska The Times?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;3. &lt;b&gt;Czy to poszło drukiem? &lt;/b&gt;- widział ktoś którekolwiek dzisiejsze wydanie papierowe Polski i może powiedzieć, czy korekta to puściła?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Widzę ostatnio w gazetach i zgoła poważnych serwisach internetowych błędy, od których oczy bolą. Czy jakiś kolega z działu / redaktor / korektor czyta w ogóle te dziełka, zanim autor skieruje je do czytelników? czy może traktuje się ich jak debili, którzy na ortografa machną ręką i będzie im wszystko im jedno, czy „nie-” łączy się z czasownikami, czy z przymiotnikami.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Spróbuję więcej takich kwiatków nazrywać, co oznacza, że niniejsza notka jest początkiem jakiegoś nieregularnego cyklu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-2566206642974275791?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/2566206642974275791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/polska-ojczyzna-mielesa-i-daviesa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2566206642974275791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/2566206642974275791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/10/polska-ojczyzna-mielesa-i-daviesa.html' title='Polska - ojczyzna Mielesa i Daviesa'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SsZAhMUjf0I/AAAAAAAAABI/NWw3US5XsY8/s72-c/davies.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-663390589872424731</id><published>2009-09-21T23:14:00.004+02:00</published><updated>2009-10-01T08:45:54.622+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pzpn'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='piłka nożna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komuna mentalna'/><title type='text'>Moja racja najmojsza, nasz trener najnasiejszy</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Nowy selekcjoner reprezentacji Polski nie pochodzi z wyboru, tylko z przetasowania w „ostatnim Komitecie Centralnym” w Polsce&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://ligoblog.blox.pl/resource/piech.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://ligoblog.blox.pl/resource/piech.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Stefan Majewski selekcjonerem będzie dopiero w drugiej kolejności, jeśli będzie nim w ogóle. To tylko członek zarządu KC, oddelegowany w nagrodę za lojalność na odcinek pracy z reprezentacją. I sekretarz Grzegorz Lato i sekretarz ds. szkoleniowych Antoni Piechniczek nie wybrali Majewskiego - czasownik „wybrać” sugerowałby, że desygnowano najlepszego z kandydatów. Majewski był najlepszy, bo jedyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Klęska ze Słowenią spowodowała tąpnięcie w politbiurze - wreszcie znalazł się pretekst, żeby się pozbyć niewygodnego „zderzaka” w postaci Beenhakkera. Teraz panowie mogą bez przeszkód dokonać koniecznych reform strukturalnych: Władysław George siedział po lewej od genseka, więc usiądzie po prawej; Antoni Piechniczek siedział po prawej, więc usiądzie po lewej. Obaj łaskawie odmówili poprowadzenia reprezentacji - ale w świetle oddelegowania Majewskiego na odcinek żadna to ulga. Można to wyjaśnić tym, że lepiej się siedzi na tylnym siedzeniu niż na zderzaku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Z masochistyczną lubością można przytaczać brednie wygadywane i wypisywane w ostatnich dniach przez członków politbiura - nie jako pechowe lapsusy, ale jako ilustrację stanu ich umysłów. Porzućcie wszelką nadzieję na lepszy futbol w Polsce - jego rozwój zależy od komitywy Władysława Jerzego (&lt;a href="http://www.jerzyengel.pl/index/view/id/279"&gt;zaznajcie głębi wynurzeń&lt;/a&gt;) i nadtrenera Piechniczka, dla którego najważniejszym spostrzeżeniem z Mistrzostw Europy 2004 r. było to, że piłkarze lepiej grają, jak nie farbują włosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nad czcią Engela i Piechniczka czuwać będzie gensek Lato, który &lt;a href="http://sport.onet.pl/0,1248770,2044900,wiadomosc.html"&gt;lada chwila będzie bronić dobrego imienia politbiura&lt;/a&gt; przed Moniką Olejnik. W „Kropce nad i” wyraziła się ona o pezetpeenowskiej nomenklaturze per „prostaki”. Perspektywa takiego procesu mnie cieszy, bo gole i medale Grzegorza Laty widziałem tylko w archiwaliach. Dziś, na żywo i w kolorze, będę mógł zobaczyć, jak podejmuje kolejne wyzwanie: dowiedzenia przed sądem,&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,5339108,I_coz_powiecie_na_to__ze_juz_sie_zbliza_Lato_.html"&gt;że nie jest prostakiem&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;System nomenklaturowy polskiej piłki sprawia, że dopiero w drugiej kolejności powinniśmy postrzegać Beenhakkera jako przegranego trenera. On przede wszystkim nie miał w tej nomenklaturze miejsca i także dlatego przegrał. Politbiuro nie chce dziś zagranicznego trenera dokładnie z tego samego powodu, dla którego nie chciało Beenhakkera - on zawsze będzie w tej nomenklaturze czynnikiem pozaziemskim, wyrzutem sumienia przypominającym, że gdzieś tam jest jakaś cywilizacja.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-663390589872424731?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/663390589872424731/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/09/moja-racja-jest-najmojsza-nasz-trener.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/663390589872424731'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/663390589872424731'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/09/moja-racja-jest-najmojsza-nasz-trener.html' title='Moja racja najmojsza, nasz trener najnasiejszy'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-7168203503870626289</id><published>2009-09-18T21:56:00.003+02:00</published><updated>2009-09-22T11:48:01.597+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='metablog'/><title type='text'>3xP czyli Lekcja organizacyjna</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Panie i Panowie, tak po prostu: wracam do pisania&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Kilka chaotycznych akapitów wstępu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Depesza Zimmermana ma zupełnie nowy layout i od strony nadawcy wydaje się on znacznie bardziej przyjazny w obsłudze niż poprzedni. Notki będą pewnie coraz bardziej atrakcyjne wizualnie, w miarę jak będę się zapoznawać z instrukcją, RTFM!, obsługi. Mogę też obiecać, że postaram się opanować google’a w stopniu pozwalającym na kopiowanie z internetów nagich pań i wklejanie ich na blogusia. Nie ze wszystkich internetów i nie wszystkich nagich pań oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;To trzecie podejście do bloga - po osobistym, krótkim acz intensywnym (&lt;i&gt;The light that burns twice as bright burns for half as long*&lt;/i&gt;) podejściu pierwszym, przyszło wydanie drugie, publiczne w formie i treści. Trzecie podejście będzie mieć formę PPP - partnerstwa publiczno-prywatnego. W praktyce będę więc chwalić narzeczoną i pytać trwożliwie, do czego ten świat zmierza, mieszając to z pochwałą świata i trwożliwymi pytaniami, do czego zmierza narzeczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Długo nie pisałem - z przekonania, że nikt nie czyta; z dekoncentracji;&amp;nbsp;z braku czasu. Pierwsze okazało się nieprawdą; z drugim należy walczyć jak z własną słabością; z trzecim problem jest największy, ale na szczęście tu można zapisywać notkę „w locie”. Da radę :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Stopniowo będę tu zapewne przenosić notki z poprzedniego bloga - szkoda, by miały się rozpłynąć w cyberprzestrzeni. Zapewne będę to robić bez ładu i składu, ale lepiej tak, niż w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Notkę organizacyjną dedykuję &lt;b&gt;Łukaszowi Morawskiemu&lt;/b&gt;, który pojawił się któregoś wieczoru na orbicie i zadał kluczowe pytanie: &lt;b&gt;„A właściwie to dlaczego ty już nie piszesz?”&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;* - kto nie oglądał, ten dupa**&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;** - ja też do niedawna byłem taką dupą.&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-7168203503870626289?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/7168203503870626289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/09/3xp-czyli-lekcja-organizacyjna.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/7168203503870626289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/7168203503870626289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/09/3xp-czyli-lekcja-organizacyjna.html' title='3xP czyli Lekcja organizacyjna'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5410803134695722583.post-8443092193732467832</id><published>2009-09-18T09:48:00.009+02:00</published><updated>2009-09-22T11:53:12.485+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kazik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kult'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rock&apos;n&apos;roll'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>4xS, czyli Staszewski Strzela Sobie w Stopę</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color: #ffd966;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Nowa płyta Kultu jednocześnie już jest i jeszcze jej nie ma. Krążek, którego premierę wyznaczono na koniec września, wypłynął do sieci na ponad 2 tygodnie przed planowaną premierą. Kazik na forum Kultu zatytułował &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;„kurwami niemytymi” wszystkich, którzy „podnieśli kradzione”. Należy zrozumieć jego emocje, ale trudniej zrozumieć, dlaczego zdetonował przy tym taką bombę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Siła detonacji wynika z faktu, że zbiór naznaczonych przez Staszewskiego „kurew niemytych” objął elementy zbioru uczestników &lt;/span&gt;&lt;a href="http://kult.art.pl/forum/viewforum.php?id=2"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;internetowego forum Kultu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt; - jednego z najstarszych tego typu miejsc w polskim internecie. „Prapremierę” ściągnęli też bowiem forumowicze - i to tacy, którzy na koncerty Kazika i spółek oraz ich oryginalne płyty wydają od lat grube pieniądze. Dokładnie to samo zrobiliby w wypadku albumu nadchodzącego, toteż fakt wcześniejszego ściągnięcia płyty ma dla nich znaczenie drugorzędne; i tak przecież zapłacą za nią w sklepie. Dla nich słowa Kazika brzmią jak obraza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Staszewski z kolei nie mówił tylko o forumowiczach, ale to właśnie ich postawa w tej sytuacji jest dlań najbardziej bolesna: &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;cios od bliskiej osoby boli o stokroć więcej niż od jakiegoś obcego żula. Co mnie obchodzi nędzny chuj w dresie co mi wybił szybę w aucie? Ale, że wśród was znaleźli się tacy co przez wybitą szybę ochoczo wyciągnęli radio? To naprawdę zabolało. (...) Paru z was miałem za przyjaciół, albo co najmniej osoby dobrze mi (nam?) życzące. (...)&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Śladowo tylko opisałem racje obu stron sporu (zainteresowani prześledzą go sobie w całości); poniżej natomiast podejmę karkołomną próbę wyjaśnienia, &lt;span style="font-size: 130%;"&gt;dlaczego w tej sytuacji Kazika Staszewskiego rozumiem i jednocześnie się z nim nie zgadzam&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color: #ff6600;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Po pierwsze: &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;odrzucam formę, w jakiej Kazik wyraża swój żal&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Powiedzieć komuś, że nas zranił, zawiódł nasze zaufanie czy wręcz oszukał, to jednak nie to samo, co chlapnąć komuś najbardziej obraźliwym rzeczownikiem znanym w tym języku. Powiedzieć komuś, że zachował się szmaciarsko, to też nie to samo, co wprost i bez apelacji nazwać kogoś „szmatą”. &lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Jak się kogoś na wstępie obraża, to trudniej go następnie do czegokolwiek przekonać&lt;/span&gt;, a już najtrudniej wymagać od niego skruchy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Należałoby wszakże przy tym zapytać: w jakim stopniu słowa Kazika są miarą jego aktualnych pretensji, a w jakim - projekcją od lat wyrażanych przezeń przekonań na temat piractwa? Te były zawsze radykalne, bez odrobiny półcienia - dla Kazika nie istnieje zatem ściąganie „na próbę”, a deklaracja, że ktoś za 2 tygodnie i tak kupi jego płytę, nie ma większego znaczenia w świetle faktu, że już ją ściągnął, a precyzyjniej: ukradł. Przekonania Kazika są tyleż radykalne, co nieprzystające do zmieniającego się rynku dystrybucji muzyki. A zatem:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color: #ff6600;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Po drugie: &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;są różne odcienie szarości, od czerni do białości&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;,&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;a &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;sądy kategoryczne niezwykle są dogodne&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;, itd. Wyrywam Kazikowi jego własne maksymy z kontekstu piosenek i wypowiedzi publicznych, może nieco złośliwie, ale po to, by zapytać: czy Autor naprawdę całą tę sytuację dwubiegunową miarą mierzy? Wszystko wskazuje, że w jego optyce można tylko „ukraść / nie ukraść”, być „mytą / niemytą”. Niuansów nie ma.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;A ja się z tą dychotomią nie zgadzam i mało tego: uważam, że trudno dyskutować z kimś, kto znaków zapytania w temacie dyskusji nie dostrzega. A &lt;span style="font-size: 130%;"&gt;pytajników jest co najmniej kilka i warto je w kontekście tej sytuacji przytoczyć&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Czy&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt; ściągnięcie płyty z internetu dla jej jednokrotnego przesłuchania w celach zapoznawczych znacząco różni się moralnie od odsłuchania tej płyty w Empiku? &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Czy&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt; kupienie płyty od bazarowego pirata (czyli: zarabia on, a nie wydawca i artysta) jest tożsame z jej ściągnięciem z internetu? &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Czy&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt; „złodziej” i „kurwa” to zarówno ten, kto ściąga, udostępnia i korzysta, jak i ten kto ściąga, a za 2 tygodnie swój download konwaliduje?&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt; Czy&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt; kupując oryginalną a używaną płytę artysty w komisie / na Allegro, również zasługuję na miano „złodzieja”?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Można próbować sprowadzić zadawanie takich pytań do relatywizowania prostych wyborów. Ale te pytania nie są teorią ani abstrakcją, tylko odnoszą się do jednostkowych, konkretnych, rzeczywistych - jak wskazuje ten epizod - dylematów. I błagam: nie mówcie, że Wy tych dylematów nie macie, słuchając na co dzień muzyki i kupując płyty. To nie powyższe pytania są relatywne, tylko rzeczywistość jest relatywna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color: #ff6600;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Po trzecie: &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;nie wylewa się dziecka z kąpielą&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Oprócz nawrzucania niektórym od „niemytych”, Kazik w afekcie zapowiedział zamknięcie forum internetowego, a w łagodniejszej wersji: pozbawienie forum „oficjalnego” szyldu Kultu. Taka groźba jest zapewne miarą jego emocji, jest jednak - w szerszej perspektywie - zapowiedzią zastosowania zbiorowej odpowiedzialności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Oczywiście: to Artysta decyduje, komu szyld swój daje, ale przez 11 (jeśli się nie mylę) lat pod tym szyldem mądrzejsi i głupsi ludzie wypisywali na tym forum mądrzejsze i głupsze rzeczy. Ostre słowa Kazika spolaryzowały forumowiczów, co oznacza, że niektórzy racji mu w całości odmawiają, niektórzy mu ją w całości przyznają, a inni jeszcze dzielą włos na czworo. Staszewski oczywiście może „swoje” forum zlikwidować, może odmówić mu patronatu, ale mleko się już rozlało - on sam nie uzna tego za zadośćuczynienie, bo &lt;span style="font-size: 130%;"&gt;cóż to za satysfakcja: przylać nieuczciwym, kiedy uczciwi też obrywają&lt;/span&gt;?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color: #ff6600;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Po czwarte: &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;nikt nie podcina gałęzi, na której siedzi&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Kazik może się na to obrażać, ale pewien fakt musi przyjąć do wiadomości: wśród osób, które tak brutalnie określił, znajdują się ci jego słuchacze, o których mógłby powiedzieć: „najwierniejsi z wiernych”. Kupują płyty, bywa że jeżdżą za zespołami Kazika przez całą Polskę. Wystarczy pobieżnie sprawdzić &lt;/span&gt;&lt;a href="http://olis.onyx.pl/listy/archiwum.asp?lang=pl"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;wyniki Oficjalnych List Sprzedaży&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;, by się zorientować w skali dyscypliny, z jaką elektorat Kazika i Kultu gna do urn w dniu wyborów. Dziś Kazik w poczuciu krzywdy odmawia podania niektórym słuchaczom ręki i za pośrednictwem forum daje lakonicznie do zrozumienia, że na koncertach nie będą mile widziani.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Zwracający się do swoich słuchaczy w te słowa Staszewski jest jak ksiądz, który wiernych parafian straszy za drobne grzechy ekskomuniką. A to jest zawsze przeciwskuteczne. Właściwy adresat bowiem nigdy takich gróźb nie usłyszy, bo na mszy bywa z rzadka. &lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Dobry chrześcijanin, który zbłądził, oczekuje pokuty adekwatnej do grzechu&lt;/span&gt;, a nie wyzwisk i straszenia ogniem piekielnym. Ksiądz, który tego nie rozumie, zastanie którejś niedzieli puste ławki. A tego Kazikowi nie życzę, zwłaszcza że przez lata jego szacunek dla słuchaczy uchodził słusznie za wzorcowy. Z klątwami powinien więc uważać, bo jeszcze się któraś - Boże uchowaj - spełni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color: #ff6600;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Po piąte: &lt;b&gt;kryzysu się nie pogłębia, tylko minimalizuje straty&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="color: #ff6600;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: font-size:11.0pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Przeciek nowej płyty Kultu do sieci oznacza dla zespołu i jego wydawcy straty finansowe i marketingowe. Nie ma się co oszukiwać - diabli już wzięli jakąś część planu promocji i sprzedaży, bo niemała część tych, którzy już tę płytę ściągnęli albo zrobią to w najbliższych dniach, nigdy jej nie kupi. Ta strata jest jednak nieprzeliczalna - konia z rzędem temu, kto da wzór na obliczenie, o ile więcej egzemplarzy albumu by się sprzedało, gdyby nie feralny przeciek. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Dla Kultu jako firmy jest to sytuacja w jakimś sensie kryzysowa - a firma w kryzysie nie powinna sobie pozwalać na nerwowe i szkodliwe ruchy. Powinna natomiast zmniejszać straty, jak się tylko da.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;W świetle tego spostrzeżenia &lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Kazik chlapnął rzecz straszną - miał jeden kryzys (z wyciekiem płyty), a nie wiadomo, czy aby swoją reakcją nie wywołał drugiego&lt;/span&gt;, który może się dla niego okazać znacznie groźniejszy. Byłby to kryzys zaufania i szacunku w relacji: Kazik Staszewski - jego słuchacze. Kto cokolwiek o artyście i jego odbiorcach wie, ten przyzna, że „zaufanie” i „szacunek” to są dwa elementy kluczowe w tej relacji. Można się bujać przy Vavamuffin, bawić konwencją z Mitch &amp;amp; Mitch, kochać albo nienawidzić p. Dodę - ale Kazikowi się ufa i się go szanuje, także dlatego, że jako artysta zawsze rewanżował się odbiorcom tym samym. Przerwanie tego porozumienia przez nadmierną emocjonalną - zapewne jednorazową, ale trudną do zapomnienia - reakcję, byłoby dla Kazika ciosem znacznie większym niż przeciek jego płyty do internetu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;_______________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Nie mam wątpliwości, że &lt;span style="font-size: 130%;"&gt;to dla Kazika Staszewskiego poważna próba, bo jego nieudawany radykalizm zderza się z nieudawanym duchem czasów i do tych czasów nie przystaje&lt;/span&gt;. Ludzie ściągają muzykę i ściągać będą. Jedni po to, żeby ją po prostu ukraść i mieć. Inni, że oddzielić ziarno od plew i znaleźć wartościową płytę, a potem ją kupić i dać zarobić artyście, który na to według nich zasłużył. Jeszcze inni najpierw ściągną, potem kupią... Czy mieszaninę tych motywacji i związanych z nimi dylematów można opieczętować jedną lakoniczną „kurwą niemytą”?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="font-size: 130%;"&gt;Parę lat temu najważniejszą płytę mojego życia (nie, nie mówię o Kulcie) dostałem najpierw w formie empetrójek&lt;/span&gt;; kiedy już kupiłem oryginał, skopiowałem go przyjacielowi, który się zachwycił i też kupił oryginał. Potem ganialiśmy z tym albumem po znajomych; im też kopiowaliśmy, a potem prosili, żeby im zakupić oryginał. Wraz z przyjacielem chyba z 50 osób obdzieliliśmy tym albumem - w oryginalnym wydaniu oczywiście; na imieniny, urodziny, śluby, rocznice, parapetówy i wieczory kawalerskie. A zaczęło się to od empetrójek i wypalonego CD... Gdyby zespół, o którego albumie mowa, po usłyszeniu tej historii krótko określił mnie i przyjaciela mojego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;„kurw” &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;mianem, zrobiłoby mi się potwornie przykro. Gdybym znów miał potem komuś polecać płytę takiego zespołu, z trudem przeszłoby mi to przez gardło.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;Dlatego Kazikowi współczuję uzasadnionego rozczarowania, ale boję się przy tym myśleć, jak ta „kurwa” w jego ustach niektórym pobrzmiewa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;lucida grande&amp;quot;;"&gt;W przeddzień premiery nowego albumu życzę Ci więc, Kaziku, by nigdy żadnemu z Twoich wiernych słuchaczy pochwała Twojego dzieła nie musiała z takiego powodu stanąć boleśnie w gardle. I tego, by dzieło okazywało się pochwał godne.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5410803134695722583-8443092193732467832?l=depeszazimmermana.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/feeds/8443092193732467832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/09/nowa-pyta-kultu-jednoczesnie-juz-jest-i.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8443092193732467832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5410803134695722583/posts/default/8443092193732467832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://depeszazimmermana.blogspot.com/2009/09/nowa-pyta-kultu-jednoczesnie-juz-jest-i.html' title='4xS, czyli Staszewski Strzela Sobie w Stopę'/><author><name>Mateusz Zimmerman</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04127822123536359010</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='27' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_bgljFXWD-N8/SrPzBSclH-I/AAAAAAAAAAM/yD-TBVxNQLY/S220/I+am+Terminated.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry></feed>
